fantastyka · 6 min czytania
Noc wilkołaków
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Była noc. Opiekun spał niespokojnie. - '' Widocznie ma koszmary. '' - pomyślała Malina. Patrzyła na jego piękną twarz. Tak odległą, a tak bliską. Malina była piękna. Miała długie, jasne włosy, niebieskie oczy i lubiła Opiekuna. Westchnęła głęboko i spojrzała w sufit. - '' Jakie to szczęście, że mogę chociaż spać z nim w jednym pokoju. Róża na pewno mi zazdrości.'' I wizja ta wprawiła dziewczynę w zadowlenie.Róży nie lubiła nigdy. Zbyt pewna siebie, niemiła i uwodziła chłopców. Z kolei Malina była dobrą przyjaciółką również męskiej części obozu. Nagle, w środku nocy dziewczyna usłyszała dziwny, głośny kwik, a potem upiorne wycie. Opiekun zerwał się na równe nogi. Zza cienkiego parawanu dało sięjednocześnie słyszeć jęki Mistrza Jeleni, Władcy Sokołów, Myszkę i panterę Pisę. Wszystko jednocześnie brzmiało tak: - Ała, Władco! Walnąłeś mnie w głowę! Auuu!! Wrau! Na miłosierdzie, co to jest?? Mistrzuniu, przymkinij tę swoją panterę! Malina parsknęła krótkim śmieszkiem i głosy zza parawanu ucichły. Po chwili wysunęła się kędzierzawa głowa Myszki. - Malina, co to było?- spytał cicho. Wyglądał jak przestraszony dzieciak. - Nie wiem. Opiekun...- zaczęła dziewczyna i dwróciła się do chłopaka. Opiekun stał ze zmarszczonym czołem przy oknie. - Wilki - rzucił krótko. Najmłodszy i najbardziej bojaźliwy Myszka zaczął się trząść. W ''obozie'' żyło w sumie 11osób. Myszka, Róża, Malina, Opiekun, Władca, Mistrz, Król Węży, Nuta, jej siostra Melodia, Syriusz i Krzemień. Wszyscy oni byli wygniańcami. Tułali się po kraju, aż dotarli na Wyspy Jednorożców. Tu Opiekun żył jak w niebie. Miał moc porozumiewania się z tymi niesamowitymi zwierzętami. Tak jak Król z wężami, Mistrz z jeleniami, Władca z sokołami. - Hej, co się dzieje? - do pokoju weszła Nuta. Podeszła do Maliny i spojrzała na nią. - Wilki atakują - odparła ta ostatnia. Nuta wytrzeszczyła oczy i wybiegła do drugiego pokoju. Po chwili wróciła z resztą ''obozu'', jak sami siebie nazywali wędrowcy. Wszyscy przybyli niepewnie spoglądali w ciemne okna. - Co w takim razie robimy? - spytał Syriusz bez ogródek. Wszyscy z nadzieją popatrzyli na Opiekuna. Nagle rozległ się jeszcze głośniejszy, bo bliższy kwik. Potem zaraz umilkł i w głuchej ciszy można było usłyszyć odgłosy łap. Wielu łap. - To... to nie są wilki. - szepnął Opiekun, a w jego oczach pojawiło się przerażenie.- To coś gorszego. Wszyscy zamilkili i tylko Pisa cicho warczała. Nagle Opiekun rzucił się do drzwi - Są otwarte! - wrzasnął, łapiąc klamkę. W tym momencie przez szparę w drzwiach wystrzeliła wielka, kudłata łapa, zakończona przeraźliwie ostrymi, zakrwawionymi pazurami. Łapa sięgnęła ku Opiekunowi, a wędrowcy dostrzegli w ruchach łapy coś ludzkiego. Kudłata łapa rozdarła koszulę na piersi Opiekuna, raniąc chłopaka. Z gardeł zebranych rozległ się krzyk trwogi. Malina jednym susem doskoczyła do drzwi i razem z rannym Opiekunem przytrzasnęła łapę. Właściciel za drwiami zawył przeraźliwie, a wraz z nim zawyły inne głosy. Po…