Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 7 min czytania

Norbert

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Norbert i ja. Chodzimy do jednego liceum. Norbert jest w mat-fizie. Nie znamy się. Po jakiejś imprezie zaczynamy mówić sobie 'cześć'. I tak mijamy się na ogromnych szkolnych korytarzach. Jestem szarobura. Tego wymaga szkolny regulamin. I dlatego, tak sobie tłumaczę, Norbert nigdy nie zatrzymuje na mnie wzroku. Rzuca szybkie cześć i już go nie ma.

Z każdym cześć myślę o nim więcej. I co z tego? Mijamy się tak i mijamy. Aż pewnego majowego dnia wychodzi temat szkolnej wycieczki. Szczęśliwym trafem jest zbyt mało chętnych w naszej klasie. Jedziemy z mat-fizem. Kanałami dowiaduję się, że Norbert jest na wyjazdowej liście. Przez moment cieszę się jak głupia. Tylko z czego? Bez sensu.

Jedziemy autobusem. Beznadziejnym ogórkiem. Celem jest Wałcz. Szlak zdobywców wału pomorskiego. Mało mnie to wszystko obchodzi. Historia należy do przeszłości. Było. Nie ma. Za cel wycieczki obieram więc Norberta. Popatrzę na niego. Poobserwuję dokładnie. Pewnie okaże się zwykły. Najzwyklejszy. Przestanie mnie intrygować. Na to liczyłam. Po cichutku.

Po części oficjalnej nastąpił czas wolny. Całą grupą postanowiliśmy pójść do lasu. Słońce świeci. Ptaki śpiewają. A my piękni osiemnastoletni. Z Norbertem idziemy cały czas blisko siebie. Osobno. Ale w małej odległości. Ktoś rzuca hasło: włazimy na czołg! Reszta leci. Ja i Norbert idziemy powoli. Idziemy idziemy. Jesteśmy już sami. Chcę coś powiedzieć. Nie wiem co. Ścieżka staje się nagle wąska. Zwalniamy. Nie ma ścieżki. Trawa. Krzaki. Drzewa. Wchodzimy prosto w ten drapiący gąszcz. Norbert idzie za mną. Bardzo blisko. Jego oddech na mojej szyi. Gałęzie chrupią pod nogami. Wszystko stuka chroboce i chrzęści. Jego ręka na moim biodrze. Już nie idziemy. Stoimy. Obracam się w jego stronę. Wkłada rękę w moje włosy. Palcami masuje skórę na mojej głowie. Ma zielone oczy. Jasną karnację. Brązowe włosy. Chłodne usta. Stoję jak pajacyk z opuszczonymi wzdłuż ciała rękami. Boję się poruszyć. Jego policzek na moim policzku. Skroń na mojej skroni. Las pachnie mchem. Zamiast skupić się na tym co się dzieje, zaczynam intensywnie myśleć. O tym, że chciałabym mu tyle powiedzieć. Że mam już opuchłe i obolałe myśli, od gromadzenia tych kawałków szkolnej codzienności, w których on choć przez chwilę zaistniał. Że mam wielką ochotę przebić ten bąbel jakimś słowem. Norbert głaszcze moje plecy. Oddycha w moje usta. Absorbuję chciwie jego zapach. Znowu myślę. Że te chwile mogłyby sobie tak trwać. Zapętlić się w czasie. I tak pozostać. Bez słów. Niedopowiedziane. Niewymówione. W głowie układam sobie słowa, które chciałabym aby mi powiedział. Sztuka afirmacji. Dobrze sobie wmów, a uwierzysz. Ręce Norberta chcą coraz więcej, coraz dalej, coraz szybciej. Nie wiem, co wydarzy się za chwilę. Mam wrażenie, że las się z nas podśmiewuje. Ludzie (szumi bezgłośnie) z drzewa przecież sami zeszliście jeszcze tak niedawno, a natura was przeraża. Drapie was, jest niewygodna, niedopasowana. Musicie ją najpierw przetworzyć, przerobić na mebel, by się jej nie bać. Kładziemy się, jakby niechętnie, na kosmate podłoże. Mamy przecież ochotę na siebie a nie na liście i patyki. Mrówki i krzaki. Wszystko dzieje się teraz szybko. Za szybko. Podnosi mi spódnicę. Szorstki materiał oplata mi teraz brzuch. Odchyla majtki. Nie chcę, aby to robił. Nic nie mówię. Nie tak miało być. Słyszę jak rozpina rozporek. Jest nade mną. Wpycha język w moje

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%