Fantastyka · 4 min czytania
Nosiciel. Zakończenie.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niebyt. Nic już nie mogło pomóc Rycerzowi Pana, który sam skazał się na to cierpienie. Black spadał, wznosił się, był pyłem na wietrze. I oto zaczyna widzieć. Podstawowe zmysły jak u małego dziecka kształtują się. Black widzi Starego człowieka z laską i w białej szacie, podobnej do rzymskich tog. - Błądzić nie jest rzeczą ludzką. Jest rzeczą powszechną. Głos człowieka był stary i zmęczony. Oczy starca, elektrycznie niebieskie wydawały się być starsze niż czas. - Przez Niebyt dotarłeś do mnie. Znalazłeś mnie moje dziecko. Od dziś będziesz mnie szukał i znajdywał w moim stworzeniu. A gdy odnajdziesz pełną drogę do mnie wszyscy mnie znajdą i napełnia się mną. Idź moje dziecko, mój zwiadowco. Głos dźwięczał i rozpływał się gdzieś na krańcach galaktyk. Black poczuł szarpnięcie a potem kosmos wracał na swoje miejsce i wypełniał swoimi kolorami nieskończoną biel niebytu. Black myślał, wróciły wspomnienia, obrazy i radość z życia, które przed chwilą odzyskał. Pan w swoim nieogarniętym planie znalazł dla niego miejsce i uchronił od desperacji. Nosiciel stał na jednym z księżyców Jowisza, czuł chłód kosmosu na skórze, ale nie było mu zimno. Powoli ściągnął okulary i przysunął rękę do twarzy. Oczy zabolały go pod palcami, znowu je miał. Przesunął drugą rękę na lewa stronę klatki piersiowej i poczuł rytmiczne uderzanie serca, które obudziło się z tego niesamowicie długiego snu. Radość przepełniała go, czuł jakby chciała wyjść na zewnątrz. Jednak jeszcze coś było nie tak, czuł jakiś ciężar. Jakby kilkukilogramowy plecak ciągnął go do tyłu. Black cofnął rękę, żeby sprawdzić co to do cholery może być. Odpowiedź prawie zwaliła go z nóg. Pod rękami czuł długie i miękkie pióra. Wyrwał jedno i poczuł lekkie ukłucie jakby ktoś wbijał mu…