Muzyka · 5 min czytania
Nothing To Lose
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jak każdego dnia szedł do szkoły. Sine, zachmurzone niebo idealnie pasowało do jego nastroju. Krople deszczu spadały z nieba wprost na jego czarną kurtkę. "Niczym Lucyfer, strącony z Nieba" pomyślał. Rozejrzał się wokoło. Szare mury szkoły nie wyglądały bardziej zachęcająco niż wczoraj. Od budynku dzieliło go tylko kilkadziesiąt metrów. Przeszedł wolno przez mokre boisko. Jego trampki były juz całkowicie przemoczone, więc nie zwracał uwagi na napotkane kałuże. Po prostu przez nie przechodził. W końcu wszedł po wysokich schodach do znienawidzonego miejsca. Wcale nie dlatego, że, jak każdy dzieciak, nie lubił się uczyć. Nie. Nienawidził go, ponieważ czuł się tu niewidzialny. A raczej jak kozioł ofiarny. Coś się stało? Zwalcie to na Aarona. Temu dziwakowi i tak nikt nie uwierzy, a my będziemy mieć frajdę. I zawsze to on obrywał. Z cichym westchnieniem podążył wąskim korytarzem. "Czy naprawdę jestem dziwakiem?" Owszem, nie kibicował żadnej drużynie. Nie kręciły go cheerlederki. Zawsze chodził ubrany na czarno, a na nogach nosił swoje ulubione trampki. Na głowie miał zawsze kaptur, a w ręku czarny brulion, z którym się nie rozstawał. Ale czy to już go czyniło dziwakiem? Co chwilę mijali go spóźnieni uczniowie. Wszyscy patrzyli na niego z nieukrywaną pogardą. Aaron nie zwracał na to uwagi. Zdążył się już przyzwyczaić. Sięgnął do kieszeni bluzy i podgłośnił muzykę lecącą z walkmana.
Need more friends with wings All the angels I know Put concrete in my veins I’d always walk home alone So I became lifeless Just like my telephone
Wciąż ze słuchawkami na uszach wszedł do klasy. Nauczyciel coś do niego mówił, lecz on nie zwracał na to uwagi. Podążył do ławki, stojącej w końcu sali. Rzucił plecak na ziemię i otworzył swój zeszyt. Od razu zaczął szkicować. Jego pasją była motoryzacja i wszystkie kartki pokryte były rysunkami silników, chłodnic czy przekrojów aut. Lecz tym razem długopis, zamiast po raz kolejny stworzyć wizję samochodu przyszłości, jakby bezwładnie wykreślił refren z piosenki, która leciała w słuchawkach: "There's nothing to lose when no one knows your name...". Aaron wpatrywał się w te słowa. Nawet, gdy zadzwonił dzwonek, wciąż tkwił na swym miejscu. W końcu podniósł się ze swego…