Aktualności · 4 min czytania
Nowa idea
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nad miastem zapadła noc. Księżyc skryty za chmurami nie mógł oświetlać zaułków, w których swoim ponurym trybem trwało nocne życie. Grupy żuli wysunęły się z piwnic, klatek, parków oraz śmietników w których w dzień chowali się przed pogardliwym wzrokiem normalnie pracujących mieszkańców miasta. W dzień wstydliwie ukryci, w nocy mogli rozpocząć krótkie panowanie. To był ich czas...
Zbychu zwany przez innych „Dyktą” mógł znowu zacząć dzielić i rządzić. Z dumą spoglądał na stojących przed nim kompanów od fioletowego płynu, rozkosznie ogrzewającego ich żołądki. To była jego armia. Tych kilku ponuro wyglądających osobników nie potrafiących sklecić gramatycznie zdania, ale jakże posłusznych jego woli. Czy można był się im dziwić? Przecież nim doszedł do obecnego stanu, był prezesem jednej z czołowych krajowych firm. Niestety nadto szczere podejście do ludzi oraz niespotykana wręcz uczciwość zepchnęły go na margines społeczny. Nie potrafił jak inni ani dawać łapówek, ani traktować zatrudnionych jak śmieci. Był zbyt uczciwy jak na warunki gospodarki rynkowej.
Dlatego po kilku latach znajdowania się na szczycie, został pozbawiony zaszczytów i przywilejów. Miał nawet szanse powrócić na należne mu miejsce. Nie chciał. Stwierdził, że nie będzie łamał swoich zasad, którym był wierny ani dopasowywał się do tego czego wymagał rynek oraz rządzący nimi ludzie. Postanowił pójść swoją droga i znalazł ukojenie wśród tych prostych pijaczków spod śmietnika. Stwierdził, że te zasady które kierowały ich drogami, mimo że prymitywne najbardziej odpowiadają jego oczekiwaniom. Dla nich najważniejszy był specyficznie rozumiany honor oraz lojalność wobec siebie. I to było dla niego także najważniejsze. Bardzo szybko wyrobił sobie szacunek oraz uznanie wśród tych ludzi.
Wiedzieli, że był kiedyś kimś w tamtym niezrozumiałym dla nich świecie, a teraz z wyboru postanowił zostać z nimi. Bardzo im to imponowało.…