Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 5 min czytania

O błękitnym psie i Grabarzu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Strzykało mnie w kościach, musiałem to zrobić. Zmoczyłem swe usta w wodzie ognistej, niedługo po tym sen mnie zmorzył. Czas na kolejne sny…

***

Miasteczko Grendir było jednym z tych miejscowości o raczej złej sławie. Brudne domostwa, brudne ulice, brudne okna, brudni ludzie. Śmiesznym jest to, że tylko karczma była w miarę czysta. Ludzie o przekrwionych oczach pili spirytus, siedząc przy czystych stołach, zapominając o swoich problemach. Niewielu mieszkańców miało stałą pracę, chociażby w piekarni czy w kuźni. Sami żebracy, złodzieje, oszuści, poborcy podatkowi. Ale właśnie to tu, miało się zdarzyć coś interesującego.

***

Błękitny piesek rozglądał się bacznie po licznych zakamarkach miasta. Zgłodniał, więc musiał składowisko prawie świeżego jedzenia, gdzie dwunożne istoty je wyrzucały. Pies śmiał się w duchu, z głupoty tych istot. Ledwie co nadpsute i już wyrzucają. Idąc główną ulicą już czuł zachęcający swąd jedzenia. Gdy nagle – Cap! Poczuł coś silnego na swoim karku, mocno ściskając. Szamotał się, próbując się wyrwać. Dwunożna istota podniosła go wysoko do góry. - A cóż my tu mamy? – rzekł nieogolony mężczyzna, zionąc alkoholem. Psial przypomniał sobie ten przepyszny płyn – mutant w tych okolicach? Dostanę dużo pieniędzy za ciebie, koleżko… Poczuł jak wszystko mu się zamazuje. Stracił przytomność.

***

Tak. Miasteczko Grendir mógł być kresem drogi błękitnego psiaka. Mógłby, ale to się nie stało. Ale nie uprzedzajmy faktów. Nieogolony brudas niósł psa, trzymając go za kark. „Mutant”, jak został nazwany, nie mógł odczuwać pośmiewiska, na jaki się naraził. Dziatwa i dorośli, wytykali ich palcami. Jeden kapłan wyciągnął symbol mało znanego boga i odprawił egzorcyzmy, oczywiście bez jakiegokolwiek skutku. Brudas niósł go do Grabarza. Dlaczego z wielkiej litery – zapytacie? Gdyż to nie tylko funkcja, ale i przydomek. Zwą go także czarnoksiężnikiem, ale już z małej litery. Domostwo było zbudowane pod miasteczkiem. Drab zapukał kilka razy, gdy mu otworzono, wszedł do środka.

***

- A cóż my tu mamy?…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
O błękitnym psie i Grabarzu — czytnik · opowiadania