Biografia · 4 min czytania
O Januszu ciąg dalszy...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
…napisałam bardzo wiele o Januszu, ale nie napisałam najważniejszego… a najważniejsze jest to, że Janusz bardzo zmienił moje życie…bardzo zmienił mnie… prawdopodobnie gdybym nigdy go nie poznała, gdybym nie pokochała go tak bezgranicznie jak zdarzyło mi się to zrobić, byłabym teraz zupełnie inną kobietą… silniejszą, bardziej niezależną… już nawet nie wiem czy błędem było związanie się niespełna szesnastoletniej dziewczyny z mężczyzną starszym od niej o lat pięć, zetknięcie tych dwóch zupełnie różnych światów, czy może to, że zatraciłam przy nim siebie, pozwalając mu kierować moim życiem, a nawet moimi myślami, a może to, że zbyt szybko musiałam przy nim dorosnąć… nie wiem… wiem natomiast, że gdybym pewnego dnia dała mu porządnie w gębę i wyszła nie zostawiając za sobą niczego poza echem trzaskających drzwi byłoby mi teraz znacznie łatwiej żyć… ale nie stało się tak… wprost przeciwnie oddałam mu siebie, na jego kategoryczne żądanie… teraz pozostaje mi tylko żałować tego, że byłam aż tak głupia, aż tak naiwna a potem brał mnie na wiele sposobów… należałam do niego… zgadzałam się na najróżniejsze wariacje… aż do momentu kiedy zaproponował mi trójkąt… szczęśliwie stało się to pod koniec naszego wspólnego życia… za późno aby zdążył mnie przekonać, że oboje tego pragniemy… w gruncie rzeczy nie jestem pewna czy on swoich marzeń nie realizował w obcej sypialni… już po czasie zorientowałam się, że nie był w porządku… nie byli w porządku także nasi przyjaciele, którzy pozbawiali mnie możliwości poznania prawdy na tyle skutecznie, że o szczególnym stosunku Janusza do kobiet, dowiedziałam się dopiero 2/3 lata po rozstaniu z nim i to przez czysty przypadek… teraz, kiedy minęło już prawie 7 lat od naszego rozstania nie ma to już takiego znaczenia…zdrada boli znacznie mniej… wszystko boli znacznie mniej i wspomnienia już nie są takie wyraźne, chociaż o dziwo wciąż jest ich wiele i zadziwiające jest to, że najwięcej jest jednak tych miłych - w końcu bardzo go…