Komedia · 8 min czytania
O tym jak padal deszcz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Irka przeciagnal sie w lozku i ziewnal szeroko. - Kurcze! Jestem w stanie przespac caly dzien! Nie chce mi sie nawet ruszyc wlosem. Stalem przy oknie palac papierosa. - Zadziwiasz mnie moj drogi – powiedzialem – na dworze tak pieknie pada, troskliwa matka natura zafundowala nam tak efektowne oberwanie chmur a ty masz zamiar spac? Byla to szczera prawda. Od trzech dni nad Praga klebily sie burzowe balwany a umoczeni przechodnie, klnac w zywe kamienie, manipulowali nerwowo parasolami, starajac sie ustawic je pod jak najlepszymi katami. - Co dzisiaj porabiamy? – zagadnalem puszczajac misterne kolka z dymu. - Nie masz przypadkiem zamiaru pogodzic sie ze swoja pania? – zapytal zlosliwie Irka – dzien wydaje sie byc wrecz stworzony do tego typu ceremoni. Placzliwy i smutny a wiadomo powszechnie, ze pojednanie i przeprosiny to proces dlugi i bolesny. I raczej niewesoly. - Swietny dowcip Irka! Masz naprawde wysmienite poczucie humoru! Zaluje jedynie, ze ostrzysz je na mojej nedznej osobie. Kiepski obiekt, slowo daje. - Coz – Irka wyplatywal sie z poscieli – chcialbym wiedziec na czym stoje. Nocne walenie do drzwi jest nieco stresujace dla tych co te drzwi maja otworzyc. Chociaz z drugiej strony...Czuje sie nieco lepiej majac swiadomosc samarytanskiego czynu. Udzielilem, bylo nie bylo, schronienia bezdomnemu zakochanemu! Bylismy w stanie gawedzic w tym stylu godzinami. A domyslacie sie juz pewnie w czym rzecz? Przez ostatnie kilka tygodni pomieszkiwalem sobie u pewnej niewiasty, wespol z nia prowadzac wspolna kuchnie. A Irka zostal w naszej kawalerce jako samotny, ale za to w pelni samodzielny, pan na wlosciach. Przez pewien czas wszystko ukladalo sie przyzwoicie i po mojej mysli: niewiasta byla wesolym, interesujacym i sympatycznym kompanem a ja powoli dochodzilem do wniosku, ze czas juz, byc moze, sie ustatkowac. Az nastapily pierwsze zgrzyty. Po ilus tam dniach wspolnego gospodarowania, pani poczula sie nieco pewniej w roli gospodyni i poczela, najpierw delikatnie oczywiscie, czynic proby zmierzajace do przejecia wladzy. Ni stad ni zowad wyglaszac zaczela zdania w stylu: „to powinno byc zrobione”, „tamto trzebaby zalatwic” lub „a ja bym sie zachowala zupelnie inaczej”. Z natury jestem bardzo pokojowo nastawiony do swiata i cenie sobie niczym nieskrepowana niezaleznosc. Dalem jej wiec, laskawie, troche czasu na opamietanie sie, konsekwentnie puszczajac jej uwagi mimo uszu. Nie opamietala sie. Az ktoregos dnia doszlo do konfrontacji. Niewiasta wrocila wlasnie z pracy ( bo trzeba wam wiedziec, ze urocze to dziewcze pracowalo, a jakze, oddajac cala swoja energie i czas na uslugi miejscowego Biura Ewidencji Gruntow ) i zaczela od progu w ten desen: - Znowu nie poodkurzales?! Wzruszylem ramionami. - Nie bardzo mialem czas urocza damo. Ale napisalem za to pare piosenek. Chcesz posluchac? Pani lupnela z calej sily siatka z zakupami o blat kuchennego stolu. - Prosilam o pomalowanie drzwi! Widze, ze nie raczyles nawet ruszyc pedzlem! - Niezupelnie scisle, moja droga – odparlem promiennie – namalowalem obrazek. - Prosze bardzo! – odslonilem plotno – oto „Sen o szczesciu na jawie”. Podoba sie? - Bohomaz! – warknela niewiasta. Chrzaknalem dotkniety. - Moze przyjrzysz sie nieco dokladniej nim wydasz ostateczny wyrok? Pani zmierzyla mnie groznym wzrokiem i zniknela w kuchni. Tak to juz jest. Odkurzanie i wycieranie kurzy urasta do rangi zagadnienia a damy z reguly uwielbiaja sterowac zagadnieniami i dyktowac tempo rozmaitych prac, nie tylko domowych zreszta. Usiadlem przy stole i wzialem do reki ksiazke. Otworzylem na chybil trafil i udawalem, ze czytam. A pani, pokreciwszy