Komedia · 5 min czytania
O tym jak przespałem koniec świata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
O tym jak przespałem koniec świata
Tak... To już dziś...Już dziś świat się skończy. Nareszcie koniec roboty w fabryce, słuchania Marysi i jej Matki koniec z rozwydrzonymi dziećmi. Spokój... Teraz już tylko spokój i cisza. Jeszcze tylko 3 godziny i wszystko się skończy. Siedziałem tak sobie i myślałem aż umysł przeszył mi zgrzytliwy głos teściowej -Janek darmozjadzie zajmij się dziećmi albo pomóż nam się pakować! -Po, co się pakować przed końcem świata?- Zapytałem -Jak to, po co? Skąd wiesz, że koniec będzie ostateczny. Może nastąpi zlodowacenie i przydadzą się dodatkowe pary skarpet. Ale co to ciebie obchodzi! Darmozjad! Po co moja córka za ciebie wychodziła. A latał za nią taki jeden Franek....To był gość. -To trzeba było przypilnować córeczki.- Odpowiedziałem powoli tracąc cierpliwość. -A, bo ja wiedziałam, że ty taki darmozjad jesteś!- Powiedziała mamusia - A mamusia to jest.... Aa da mama spokój!- Krzyknąłem i trzaskając drzwiami wyszedłem ze mieszkania. Idąc tak po ulicy zastanawiałem się, po co ja się w to wszystko pakowałem. Żona, dzieci. Po co? Ale ja przecież je kocham i dzieci i Marysię. Tylko ta mamusia...Ech Przed ratuszem zauważyłem nawiedzonych religijnych fanatyków z transparentami, którzy nawoływali przechodniów do ostatniej przed końcem świata modlitwy. -Zapraszam pana do wspólnej modlitwy-powiedział do mnie gość ubrany w luźną szatę i mający miły wyraz twarzy. -Panie daj pan spokój, co to da. Jak koniec to koniec. Po co się modlić-odpowiedizałem Nagle miły wyraz twarzy tego człowieka zamienił się w zwierzęcy grymas-ogień piekielny cię pochłonie! Podczas gdy my będziemy w raju ty będziesz smażył się w piekielnych olejach. HAHAHA!- Poczym wyjął nóż i chciał mnie nim dźgnąć. Długo nie myśląc wziąłem nogi za pas i uciekłem gdzie pieprz rośnie. Słyszałem tylko za sobą okrzyki-Ojciec Dzydzyk! Ojciec Dzydzyk! Po tych wszystkich wrażeniach postanowiłem wrócić do domu tam przynajmniej jest bezpiecznie.. W miarę. Gdy wróciłem przywitały mnie krzyki teściowej. -Gdzie byłeś?! Pewnie znowu chlałeś! Bóg mnie pokarał takim zięciem! Chciałem już coś odpowiedzieć, ale nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłem i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem zobaczyłem Pana Mietka spod 7. -Witam sąsiada. W związku z nadchodzącym nieuchronnie końcem świata przychodzę z propozycją obalenia niezobowiązującej flaszeczki. -Jakbym mógł odmówić kochanemu sąsiadowi- odparłem. To była pierwsza miła rzecz, jaka…