Horror · 20 min czytania
Oaza spokoju
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stracony dzień
Był wczesny ranek kiedy obudził mnie ktoś pukający do drzwi. Wstałem chociaż wcale nie miałem na to ochoty w nocy znów dręczyły mnie koszmary. Podszedłem do drzwi pukanie nie ustało, otworzyłem. W drzwiach znajdował się mężczyzna w czarnym płaszczu, z twarzy wywnioskowałem że po 40 zaś w prawej ręce trzymał jakaś księgę. - Słucham- zapytałem zaspanym głosem - John Delaroche? - Tak - Chciałbym coś zaproponować coś co panu może się spodobać - A o co chodzi? - Chcę byś coś odnalazł, zapłacę bardzo dużą kwotę za odnalezienie przedmiotu na którym mi zależy - Proszę wejść, ale chyba wie pan, panie? - Gary Johnson - Panie Gary, chyba wie pan że ja już się tym nie zajmuję i poszukiwania zaginionych obiektów już dawno są dla mnie zamkniętym rozdziałem? - Rozumiem, ale to może pana zainteresować, niech pan spojrzy na książkę, którą przywiozłem. Mężczyzna wyjął dużą starą księgę gdzie na środku pogrubionymi literami był napis „Natas” Przejrzałem kilka stron, księga wydała mi się dosyć stara. - Co mam niby w niej znaleźć? zapytałem - Spójrz w tej księdze jest opisane całe życie księżniczki Sanei, która to władała swym krajem krwawo, a swych wrogów wypatroszała i jadła ich mięso. Spójrz na ryciny na każdej jest przedstawiony sztylet Debba i to właśnie o ten sztylet mi chodzi. Jeśli mi pomożesz będziesz bogaty. Mogę ci zaoferować za ten sztylet równy milion dolarów. - Gdzie jest haczyk? - Nie ma haczyków, odnajdziesz sztylet i będziesz bogaty - Niech pomyśle, czyli oferujesz mi okrągły milion za jakiś głupi sztylet jakieś porąbanej laski która sobie robiła nim krwawe orgie? - Tak dokładnie, kiedy możesz zacząć poszukiwania? - Bardzo bym chciał, ale jeśli już ktoś go sprzedał lub trzyma nad kominkiem? lub porostu ktoś go zniszczył, nie wziąłeś tego pod uwagę? - Nie, ja wiem że sztylet jest gdzieś w mieście Pinhole - Zaczął wyjmować z kieszeni pognieciona gazetę sprzed 12 lat, gdzie było zdjęcie i napisane „12 ofiar śmiertelnych w szpitalu psychiatrycznym, odwiedzający pacjenta wpadł w szał i zaczął dźgać pacjentów dziwnym sztyletem wykrzykując Sierro Di Bero Erie, sprawcę zdołano zabić dopiero po 6 kulach w pierś „ - I co to ma wspólnego z tym sztyletem? - Przyjrzyj się! Spojrzałem na zdjęcie w gazecie gdzie leżał mężczyzna na ziemi, a obok sztylet łudząco podobny do tego z ryciny z księgi. - To jeszcze nie dowód że sztylet tam jeszcze jest, przecież policja zabrała go jako dowód zbrodni, a później mógł ktoś go zniszczyć lub sprzedać? - I tu się zaczyna twoje zadanie masz się dowiedzieć co się stało ze sztyletem i go zdobyć. Zostawiam ci tu księgę, gazetę i 20 tysięcy dolarów, mam nadzieję że wystarczająco cie zachęciłem. Położywszy pieniądze na ławie Garry wyszedł, zostałem sam, chwyciłem księgę i zacząłem czytać „Chwytała swych poddanych niczym jastrząb myszy, strach ofiar śpiewał w jej uszy, ona zaś grała ich wnętrzami„ Rany psychiatryk by na pewno się nią zaopiekował na długo. Odłożyłem księgę nie miałem ochoty czytać o wyrywaniu wnętrzności i dziwnych praktykach tamtych czasów. Skupiłem się na gazecie, zauważyłem że sztylet nie wydawał się w ogóle zniszczony chociaż minęło 1000 lat. Długo myślałem czy w ogóle podejmować się tego zlecenia, kasa zawsze by się przydała, chociaż, nie wiedziałem czy to łatwe będzie zadanie czy nie. Coś w środku mówiło mi bym jednak odnalazł ten sztylet i zgarnął za niego tą ładną sumkę. Wypiłem trzy szklanki wódki z tonikiem następnie jeszcze raz to przemyślałem i wziąłem księgę, kasę i gazetę, zamknąłem drzwi. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem, po kilku godzinach dojechałem do miasta gdzie panowała mgła, po prawej stronie był napis „Witamy w „Pinhole”. Jadąc ulicą nie dostrzegłem żywej duszy jakby mgła wszystkich wessała do siebie, zaparkowałem koło starego hotelu.
Oaza spokoju
Wysiadłem z auta i udałem się do hotelu. Wnętrze było brudne obskurne, zadzwoniłem dzwonkiem po recepcjonistę. Po chwili usłyszałem skrzypienie schodów. - Już idę - rozległ się doniosły głos ze schodów Recepcjonista podszedł do mnie. Był to starszy mężczyzna lubiący sobie wypić bo jechało mu z ust wódką. - Na ile pan zostanie tu? - Jeśli to jedyny hotel w tym mieści to na długo - Jedyny z takimi cenami i jedyny który ma wolne miejsca - Ile za noc? -10 dolarów, proszę się wpisać- dodał Spojrzał na swoją księgę do której się wpisałem - dobrze będzie miał pan pokój 12 panie John - dodał Wziąłem klucz zacząłem wchodzić po schodach. Pokój znajdował się w głębi korytarza. Otworzyłem drzwi poczułem odór stęchlizny wywołany zbyt słabym wietrzeniem pokoju, więc otworzyłem okno i usiadłem na łóżku. Poczułem senność, położyłem się, usnąłem. Obudziłem się z przerażającym bólem wisząc nad własnym łóżkiem, przykuty łańcuchami do skóry, każdy ruch powodował okropny ból. Zadałem sobie pytanie kto mógł mi coś takiego zrobić? Chciałem krzyczeć lecz krew sączyła mi się z ust. Zacząłem się szarpać, lecz łańcuchy coraz bardziej wwiercały mi się do skóry przebijając organy, czując się jak ofiara w metalowej pajęczynie mogłem tylko mrugać oczami. Ból stawał się coraz większy, spoglądając na ziemie dostrzegłem sztylet którego poszukuję, był tak blisko jednak nie mogłem go chwycić przez te łańcuchy. Ktoś otworzył drzwi poczułem zimno, moje ciało przestało reagować na polecenia. Leżałem i czekałem, być może sprawca wrócił i chce mnie dobić? Jeden z łańcuchów nagle sam obwinął mi się wokół szyi nie wiedziałem co robić, jednak było za późno łańcuch coraz bardziej ściskał szyje, poczułem ulgę, zasnąłem. Otworzyłem oczy spojrzałem na ręce były całe zaś sam leżałem na łóżku czyli to był sen. Wstałem i poszedłem do łazienki, podczas przemywania twarzy w lustrze ujrzałem dziewczynę która stała za mną, szybko odwróciłem się jednak nikogo nie było. Zszedłem na dół recepcjonista podlewał oschnięte kwiatki podszedłem do niego - Nie wie pan gdzie znajduję się ten szpital z gazety? - wyjąłem kawałek gazety który miałem przy sobie. - To nie daleko, ale on już jest zamknięty od 12 lat. Ktoś w nocy podpalił szpital, pisali o tym w gazetach. - Mógłby mi pan pokazać drogę jak tam trafić?- wyjąłem mapę i pokazałem mu - Musi pan jechać Preston D, następnie skręci pan w Circe Way, a na końcu pojedzie pan na Duntown Road i po lewej będzie stał spalony budynek to właśnie jest szpital - Ok dziękuję panu- Wziąłem mapę i wyszedłem z hotelu. Na dworze panował mrok mgła nie ustępowała, nadal nie było żywej duszy na ulicy, jak gdyby wszyscy uciekli z obawy że ja pojawiłem się.
Nie jestem chory
Przejeżdżając ulicami widziałem tylko stare pudła oraz porzucone samochody i rowery. W żadnym z okien domów nie paliło się światło. Kiedy dojechałem, wyjąłem księgę i zacząłem znów czytać „W białym Świetle krew z czaszki bucha w czarnym świetle wszystko staje się przeszłością" Odłożyłem księgę, wziąłem latarkę ze schowka i wyszedłem z auta. Drzwi budynku były zabite dechami, a szyby wybite, zaś sam szpital nie wyglądał tak źle tylko był mocno okopcony. Wróciłem do auta otworzyłem bagażnik i wyjąłem łom, wróciłem do drzwi. Zacząłem wypychać jedną belkę po drugiej, aż udało mi się wyważyć drzwi. Wewnątrz było ciemno. Włączyłem latarkę która rzucała słabe światło, po lewej stronie była izba przyjęć, tu chyba wybuchł pożar bo najbardziej jest ten kawałek spalony. Obok izby przyjęć znajdował się korytarz, który prowadził do izolatek chorych. Po jednej i drugiej stronie znajdowały się drzwi chorych, jedne spalone bardziej drugie mniej. Na wprost znajdowały się drzwi, najprawdopodobniej świetlicy gdzie pacjenci mogli spotkać odwiedzających i najprawdopodobniej to właśnie tam dokonała się ta rzęż. Zapach stęchlizny był niezwykle intensywny powodując u mnie kaszel. Kiedy podszedłem do drzwi na wprost usłyszałem jak ktoś się śmieje za mną, spojrzałem za siebie lecz nikogo nie było. Wszedłem do środka, świetlica była najmniej spalona, ściany były opalone. Zacząłem szukać sztyletu mając jakaś złudna nadzieję że nikt nie zabrał go przez tyle lat. Smród stęchlizny stawał się coraz mocniejszy, zatkałem usta rękawem i kontynuowałem poszukiwania, kiedy nagle usłyszałem zgrzytanie spod podłogi, po chwili pojawiły się drgania więc odsunąłem się. Byłem przerażony, zaś ciekawość wzięła nade mną władzę i czekałem co się stanie. Drgania ustały. Podszedłem bliżej kiedy nagle podłoga się zawaliła, a ja wpadłem do wielkiej dziury, czułem ból kiedy usłyszałem z oddali - Siostro musimy mu zrobić lobotomie - Dobrze już przygotowuje narzędzia Nagle zorientowałem się , że leże na łóżku operacyjnym, światło biło mi prosto w oczy a nade mną stali doktor jakaś i pielęgniarka, doktor miał cała twarz spaloną i trzymał sztylet, pielęgniarka zaś miała zdeformowaną twarz i przywiązała mnie do łóżka. - Pacjent musi szybko mieć operacje bo inaczej go stracimy! - Dobrze, panie doktorze już go związałam, może pan zaczynać Chciałem krzyczeć, lecz pielęgniarka wsadziła mi knebel do ust. Doktor chwycił sztylet i powoli zaczął rozkrajać mi skórę wokół głowy. Światło prażyło mi w oczy, ból był nie do zniesienia - Siostro -zawołał - Tak? - odpowiedziała - Musimy to zrobić powoli by pacjent czuł bo inaczej operacja się nie uda - Dobrze podam mu coś by nie omdlał Poczułem zastrzyk moje serce biło szybko. Byłem przytomny. Doktor ponownie podszedł do mnie, tym razem zaczął sztylet wbijać mi do czaszki i łupać by pękła i mógł się łatwo dostać do środka. Poczułem mocne łupanie jak podczas wiercenia zębów. Nagle usłyszałem trzask mojej czaszki - Udało się mogę wyjąc ten kawałek mózgu który zawadza Poczułem jak doktor grzebie mi w mózgu - Sukces siostro, proszę zabrać ten kawek do śmietnika. Kiedy spojrzałem na pielęgniarkę i to co trzyma w ręku przeraziłem się, Był to noworodek, a ona ze spokojem w oczach pozbyła się go wrzucając do śmietnika. Ze ścian zaczęła spływać krew, zalewając wszystko. Doktor i pielęgniarka zniknęli. Było tylko słychać cichy jęk…