fantastyka · 4 min czytania
"Obyś żył w ciekawych czasach"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W Peru, nad jeziorem Titicaca leżała kiedyś mała wioska. Nie miała nazwy, bo mieszkańców miała siedemnastu i żaden z nich nie dostawał listów, ani nie miał znajomych spoza wioski, żeby się pochwalić gdzie mieszka. A na dodatek wcale nie było czym się chwalić.
W tej właśnie wiosce na świat przyszedł Aureliano Buendia (Jr.). Dorastał bez ojca. Nigdy go nie znał, a jego matka w ogóle o nim nie opowiadała. Aureliano był przekonany, że ona też go nie znała. Zajęciem młodego Aureliana było łowienie ryb i pływanie, czyli to, co można robić mieszkając w wiosce nad jeziorem. Jednak jego prawdziwą pasją było nurkowanie. Na pewno zdobyłby tytuł mistrza wioski (i nie tylko) gdyby kiedykolwiek zorganizowano takie zawody. Ale tak się nie stało. Warto wspomnieć, że Aureliano nie mógł bawić się z rówieśnikami, bo najbliższa mu wiekiem była jego matka. Podejrzewał, że to wina cyganów, którzy przybyli do nich (jak opowiadał dziadek) wiele lat temu i przywieźli ze sobą magiczne baloniki. Po nadmuchaniu przypominałyby Aurelianowi karbowanego ogórka, gdyby wiedział co to takiego ogórek i gdyby dziadek go nie bił za każdym razem, kiedy się nimi bawił. Podobno mama podczas tej słynnej wizyty cyganów zbierała jagody w lesie (te słynne peruwiańskie).
W każdym razie Aureliano musiał sobie szukać rozrywek. Pewnego dnia łowiąc ryby metodą „głębokiego nura i chwytnej ręki” złowił złotą rybkę. Aureliano nie wiedział, ale rybka objaśniła mu jego prawa. Zaczął się głęboko zastanawiać nad możliwościami swoich życzeń. Pierwszą myślą była wpajana mu od maleńkości maksyma mamy: „Przestań ryczeć, masz wszystko, o czym mógłbyś zamarzyć, bachorze”. Już chciał zawiadomić o tym rybkę, kiedy wpadło mu cos do głowy: - Chcę polecieć w kosmos! Na szczęście…