Fantastyka · 3 min czytania
Oczy Śmierci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Umarłaś. Kobieta o czarnych jak smoła włosach przyglądała mi się, przekrzywiając głowę. Wyglądała przy tym jak zaciekawiony ptak. Jak sroka, która się zastanawia jak ukraść coś, co jej się spodobało. Miała duże, ba, ogromne, szeroko otwarte oczy koloru śmierci. Nie pytajcie jaki to kolor. Kiedy go zobaczycie, będziecie po prostu wiedzieć. Na bladych wargach Śmierci zatańczył uśmiech. Nie był wesoły; wyglądał, jakby podpatrzyła go kiedyś u ludzi i używała, bo podobno wtedy rozluźnia się atmosfera. - Czy… czy to ja? – spytałam, czując, że zadawanie retorycznych pytań w niektórych sytuacjach jest po prostu głupie. Śmierć kiwnęła głową. - Tak. Chyba jednak wiedziała po co się uśmiecha. Idealnie unosiła kąciki ust, wręcz emanowała ironią. I cynizmem. I zmęczeniem światem. Zabawne. Nie myślałam, że z taką ulgą spojrzę na swoje martwe ciało. Widok był nieco makabryczny. Kolejna zabawna rzecz. Normalnie mdlałam na samą myśl o krwi. Teraz przyglądałam się martwym oczom, zastygłym w wyrazie przerażenia, rozpłatanemu brzuchowi, z którego wylała się krew i zwoje jelit, a jedynym towarzyszącym mi uczuciem było zaciekawienie i podziw dla barw. Światło pięknie odbijało się na zakrwawionym nożu. Krew idealnie się komponowała z moim zielonym żakiecikiem. Spojrzałam z powrotem na Śmierć. Bawiła się malutką klepsydrą, zawieszoną na szyi. W dłoni…