przygoda · 6 min czytania
Od pierwszego spojrzenia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
A niech tam, zaskoczę go. Ciekawe, co zrobi, gdy mnie zobaczy. Czy mnie rozpozna? Szłam i uśmiechałam się sama do siebie jak kretynka. Jak tu ładnie. Gdzie okiem sięgnąć, pola, łąki. Cóż za feeria barw! Ile tu kolorów! Droga była bardzo długa, aczkolwiek przyjemna. I nie wiedzieć kiedy, znalazłam się na podwórzu. Ziemia porośnięta gdzieniegdzie trawą. Drewniany płotek okalający niski, betonowy dom pośrodku. Zachichotałam w duchu na myśl o niespodziance, którą zgotowałam Krzyśkowi. I to ja! Taka nieśmiała i zahukana! Na tę myśl zawahałam się, ale tylko na sekundę, nagle poczułam się niesamowicie odważna! Zakradłam się na paluszkach pod drzwi izby i zajrzałam do środka. Niemal natychmiast moje spojrzenie napotkało inne, należące do szczupłego chłopaka o czarnych, krótko ściętych włosach. Jaki on przystojny! Tak strasznie przystojny! W głębi duszy wiedziałam jednak, że to nie ten, którego tu szukam i ogarnął mnie z tego powodu jakiś dziwny smutek. Wymiana spojrzeń trwała zaledwie ułamek sekundy. Przez głowę przemknęła mi pewna myśl... Ulotna. Uśmiechnęłam się przyjaźnie do kobiet w szerokich fartuchach i chustach na głowach. Odwzajemniły się tym samym. - Dzień dobry. Ja do Krzyśka. Z trudem panowałam nad chichotem. Ależ będzie niespodzianka! W tym momencie w polu mojego widzenia ukazał się inny chłopak. Trochę wyższy ode mnie, dobrze zbudowany. W krótkiej, kręconej, ciemnoblond czuprynce. Jego twarz wyrażała najpierw zdumienie, potem zainteresowanie. Trzymał w dłoniach ścierkę. Ogarnęło mnie nagłe rozczarowanie. Dlaczego to nie pierwszy okazał się tym właściwym? Tamten mi się bardziej podobał. I ja jemu chyba też... Szybko odpędziłam niepożądane myśli. - Wyjdziemy? - kiwnęłam głową w stronę podwórza. To do Krzyśka przyszłam. Co z tego, że nie jest tak przystojny jak tamten? To mój Krzysiek! Stanęliśmy naprzeciw siebie. Nie wytrzymałam dłużej. - Cześć! - Wyszczerzyłam się jeszcze bardziej, widząc jego konsternację. - Nie poznajesz mnie? To ja! - Prawie podskoczyłam w miejscu z uciechy. - Jestem Kaśka, pisaliśmy ze sobą na gg! Nie wierzyłeś, że przyjadę? No to jestem! - Twarz Krzyśka rozjaśnił powoli uśmiech pełen zrozumienia, ale nie powiedział nic, za to ja zaczęłam gadać jak nakręcona. Nawet nie pamiętam, o czym. I nagle wpadłam w panikę. - O, nie! Spóźnię się do pracy! Musze wracać! Szybko się pożegnałam i już mnie nie było. Spoglądałam nerwowo na zegarek. Tylko nie to, już jestem spóźniona! Nie zdążę na czas! Nawet nie mam jak zadzwonić do babki i powiedzieć, co jest grane! Dostanie szału! Pewnie muszą już jechać do pracy, i kto zostanie z dzieckiem? O, nie! O, nie! Jak ja nienawidzę się spóźniać! A do domu tak daleko! Nagle znalazłam się na wysokim na prawie dwa metry, miękkim materacu. Kilka metrów dalej stał kolejny. I kolejny. I jeszcze jeden. Wszystkie przylegały do ściany. A pomiędzy nimi zwisały z karniszy długie firanki. Musze iść dalej, a nie było innej drogi. I już wiedziałam, co robić. Wzięłam rozbieg, odbiłam…