Inne · 5 min czytania
Odgryzłem rękę wujkowi mojej matki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Odgryzłem rękę wujkowi mojej matki. Spojrzał na mnie smutno i polał następną kolejkę, rozlewając nieco po stole. - A co to jest hipokryzja? - spytał czarny niewolnik, zjadłszy resztki z podłogi. - Hipokryzja to na przykład lesbijki kupujące gumowego penisa - odparłem. Wujek mojej matki chlapnął kielona i wycharczał: - Albo jak pedał nie lubi czopków. Zastanowiłem się chwilę - na tyle, na ile pozwalał mi szumiący w mózgu opar spirytusu. Toć powszechnie wiadomo, że homoseksualści męscy dzielą się na biernych i tych drugich, czynnych, to znaczy na wkładających i wkładanych, a nie każdy czynny musi czerpać przyjemność z tego, z czego czerpie ją bierny. Tutaj przerwałem proces myślenia, gdyż coś innego zaprzątnęło mi świadome resztki mózgu. - Wujku mojej matki, co ty zrobisz bez ręki? - Nie martw się - rzekł, a przecież się nie martwiłem. Spytałem z ciekawości. - I tak nie była mi do niczego potrzebna. - A zmieniać biegi w skrzyni biegów w samochodzie? A kiwać transparentem partyjnym na pochodach pierwszomajowych? A bić brawo rodzinie akrobatów, kiedy matka spadnie z trapezu i roztrzaska głowę i wstyd będzie jakkolwiek nie zareagować? Ha? Jak będziesz? - Murzyn pomoże - zapewnił czarny niewolnik. - Murzyn do tego służy. Murzyn służy dla Wujka twojej matki. - To miło z twojej strony, ty świńskie popychadło - uśmiechnąłem się i rzuciłem mu kawałek pieczeni z morświna. - Murzyn nie lubić pieczeni z morświna... Wpadłem w furię. W mózgowym ośrodku kreacji emocji zawrzało, po czym powstał twór niepodobny do żadnego, jaki opuścił kiedykolwiek czeluście mojej podświadomości. Poczułem coś, co było emocjonalnym mutantem; abstrakcyjnym, uczuciowym odpowiednikiem Godzilli. Nienawidzę bowiem ludzi nienawidzących pieczeni z morświna i doprowadziłoby to do brutalnych rękoczynów, gdyby nagle nie przyszedł telegram. - Patrz, Wujku mojej matki! - krzyknąłem z radością. - Wygrałem! Po czym przeczytałem wiadomość. - Co wygrałeś, Synu mojej bratanicy? - Jedną używaną dębową trumnę, rozmiar dowolny, do odebrania w terminie tygodnia lub wcale. Chlapnęliśmy triumfalnego kielona. - A na co trumna białym panom? - odezwał się czarny niewolnik. - No właśnie, na co? - zawtórował Wujek mojej matki. - Ktoś umarł? - Nie, nie umarł. - Ktoś ma umrzeć? - Chyba nie. - A termin odbioru…