fantastyka · 4 min czytania
ODMIEŃCY: Epizod I, cz.6
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
- Ale siara - czknął Max, oblizując się. Rzuciłam mu krzywe spojrzenie.
- Może byś tak zostawił trochę na potem?
- Muszę mieć dużo siły. Zo jest wciąż nienasycona. - Uśmiechnął się lubieżnie, obnażając kły.
- Gówno prawda - wtrąciła Zoya. - Potrzebujesz się napić, bo ci więdnie w najmniej odpowiednim momencie.
- I ty to wytrzymujesz? - wpatrzyłam się w Zo.
- Nie mogę być zbyt wybredna - odparła. Podeszła do mnie i nachyliła się nad stolikiem. - A teraz mów, dużo tego wyszło?
- Taaa, mamy całkiem niezłą sumkę - wyszczerzyłam się. Właśnie przeliczyłam kasę ze sprzedaży lurowatej krwi. Czego to nie kupią wampiry na głodzie, byleby tylko napchać żołądek! Na szczęście miałyśmy też odpowiednie znajomości w tym naszym małym światku, inaczej byłoby ciężko opchnąć tych dwanaście litrów napoju, które z taką starannością skomponowałyśmy łącząc krew blondyna z sokiem pomidorowym.
Część 22 / 3
- Kochanie, chętnie odstąpię ci moją dolę - Max bawił się pustą butelką, ale patrzył na Zo, która na te słowa rozpromieniła się jak słoneczko.
- Oh, naprawdę? - zapiszczała uradowana.
- Pod jednym warunkiem. - Umilkł, upewniając się, że uważnie go słucha. - Zlikwidujesz te balony z wodą, które sięgają ci już do pępka. Serio, który chirurg mógł odstawić taką fuszerkę?
Zo ściągnęła bluzkę i zmarszczyła brwi. Uniosła najpierw jedną pierś, potem drugą. Następnie podeszła do lustra i obracając się z boku na bok, zaczęła uważnie obserwować swoje ciało.
- Nie, jednak nie sądzę, aby to było konieczne - stwierdziła w końcu, jakby coś ją nagle olśniło. Nagle oczy jej rozbłysły. - Myślę, że powrócą do normalnej wysokości, gdy już przestanę karmić moje maleństwo.
W następnej sekundzie wydarzyły się trzy rzeczy.
Zo pogłaskała się po brzuchu.
Część 33 / 3
Max jęknął i pobladł.
A ja zemdlałam.
*
- Jesteś pewna?
- Tak, jestem pewna.
- A