Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 6 min czytania

Odmieńcy: Epizod I, r.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Już na pierwszy rzut oka wydał mi się jakiś dziwny. Jakby nienaturalnie spięty, a może nawet naćpany?

Szedł przez plac sztywnym krokiem, ręce dyndały mu po bokach, głowę trzymał wyprostowaną. I był wprost oszałamiająco brzydki. Przerzedzone włosy sterczały mu na wszystkie strony, blizny szpeciły już i tak szpetną twarz, a brwi miał tak gęste, iż ledwo zdołałam dostrzec lekko skośne oczy, patrzące teraz wprost na mnie.

Serce we mnie zamarło, by po sekundzie zacząć bić w szaleńczym tempie. Jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w zataczającego się chłopaka, mogącego mieć nie więcej niż dwadzieścia lat. Czyli był w podobnym wieku, co ja. Tylko czemu nie posiada tak oszałamiającej urody, jaką szczyci się moja skromna osoba? Tworzylibyśmy wówczas najwspanialszą parę na dzielni, a tak, to jedyne, co w tej chwili czułam, to było...

Zaraz do tego dojdziemy.

Nigdy nie miałam osobistej styczności z wampirem, nawet nie chciało mi się wysłuchiwać gadania na ich temat, bo tak naprawdę zawsze każdy mówił co innego. A to jedne nie lubią słońca, bo się spalają, zaś inne z kolei noszą pierścienie chroniące je przed światłem słonecznym. Podobno rzadko też żywią się ludzką krwią, przynajmniej te „dobre” wampiry. Zamiast tego piją krew syntetyczną, albo też pozbawiają życia różnego rodzaju zwierzęta leśne.

Nie interesowały mnie te wszystkie głupoty. Za to jedna rzecz była dla mnie istotna, jeśli chodzi o odmieńców z mojego miasteczka. Każdy śmierdział tak samo. Charakterystyczny fetor, wyczuwalny już z daleka, miał na celu wywołanie u potencjalnej ofiary zawrotów głowy, a nawet omdlenia. Potem taka osoba oczywiście niczego nie pamiętała…

Na mnie, rzecz jasna, te smrody nie miały najmniejszego wpływu, w końcu jestem tu główną bohaterką. Niemniej jednak rozpoznaję je i stąd wiem, że ten naćpany z pozoru chłopak nie jest zwykłym ćpunem, ale właśnie jednym z Odmieńców.

Już byłam gotowa do ucieczki, gdy wampir całkowicie mnie zaskoczył. Upadł przede mną na kolana, położył swoje wielkie ręce na moich ramionach i wydyszał mi prosto w twarz:

- Zrób to…

- Co? - wyjąkałam, niemal się krztusząc.

- Ugryź mnie!

- Co??? Czy to nie ty powinieneś rzucać się na moją szyję, zamiast ja na twoją? - zdziwiłam się.

Tym razem to on popatrzył na mnie jak na wariatkę.

- Kpisz sobie ze mnie? My nie pijemy ludzkiej krwi! - zawołał oburzony.

- Taa, jasne, a ja noszę różowe skarpetki na uszach - parsknęłam. - W takim razie jak się żywicie?

- Nasze organizmy wyposażone są w specjalne komórki produkujące krew - oznajmił z

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Odmieńcy: Epizod I, r.1 — czytnik · opowiadania