Komedia · 4 min czytania
Odmieńcy: Epizod I, r.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
- Skończyliście już? - ziewnęłam i zamrugałam oczami, prostując się na sofie. Tak czekałam i czekałam, aż w końcu zrobiło się późno, włączyłam więc telewizję, pech jednak chciał, że szły same tanie pornole, a konkretnie finałowe szczytowanie, które nie trwało zbyt długo, w związku z czym poszłam po prostu spać i tak mi minął czas do samego rana.
- Na razie tak - odparła Zoya. Brązowy kucyk podskakiwał wesoło na jej karku, gdy szła do kuchni. Patrzyłam jak wyciąga z lodówki butelkę z jakąś czerwoną cieczą. Rozdziawiłam usta.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć…
Zaśmiała się, zanim zdążyłam wydukać coś więcej.
- To sok pomidorowy - powiedziała i wypiła porządny łyk.
- A gdzie Max? - zapytałam. Wtedy, jak na zawołanie, wyłonił się z cienia i wskoczył na stolik przed telewizorem.
- Złaaap mnieee, jeśli potraaaaafiiiisz! - wychrypiał przeciągając samogłoski i wskoczył na lampę.
Część 22 / 3
- Może weź najpierw prysznic - burknęłam pod nosem.
Popatrzył na mnie jakby mi wyrosła druga głowa. Ups, zapomniałam o wyostrzonym słuchu wampirów, zwłaszcza tych nowonarodzonych.
- Zo obiecała, że już nigdy więcej nie będę musiał się myć… - Dolna warga Maxa zadrżała.
- To prawda, jednak twoje ubranie… - Wskazałam zeschnięte plamy krwi, którymi był umazany.
- Ah, to… - zdziwił się, jakby dopiero teraz je zauważył. Przysiadł w kucki na obrotowym krześle przy komputerze i zaczął zlizywać brud z koszulki. Skrzywiłam się z obrzydzenia i wpadłam do kuchni.
- Nic nie wspominałaś o skutkach ubocznych przemiany! - Zoya popatrzyła na mnie z wyrzutem, sięgając po kolejną butelkę soku pomidorowego.
Część 33 / 3
- A czy to ma jakieś znaczenie?
- A jak myślisz? - syknęła. - Miałam zadbanego, wręcz pedantycznie dbającego o higienę chłopaka, a teraz jestem skazana na użeranie się z tym nabuzowanym debilizmem kłębkiem, drżącym na samą tylko wzmiankę o wodzie!
- Czyli zdążyliście już o tym pogadać?
- Gwen!
- Może z czasem mu przejdzie...
- Może!? - Zo spojrzała na mnie z kpiną.