Odmieńcy: Epizod I, r.3
Coś do śmiechu, ale i nie tylko... Bo czyż miłość nie czyni nas szalonymi??
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Skończyliście już? - ziewnęłam i zamrugałam oczami, prostując się na sofie. Tak czekałam i czekałam, aż w końcu zrobiło się późno, włączyłam więc telewizję, pech jednak chciał, że szły same tanie pornole, a konkretnie finałowe szczytowanie, które nie trwało zbyt długo, w związku z czym poszłam po prostu spać i tak mi minął czas do samego rana.
- Na razie tak - odparła Zoya. Brązowy kucyk podskakiwał wesoło na jej karku, gdy szła do kuchni. Patrzyłam jak wyciąga z lodówki butelkę z jakąś czerwoną cieczą. Rozdziawiłam usta.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć…
Zaśmiała się, zanim zdążyłam wydukać coś więcej.
- To sok pomidorowy - powiedziała i wypiła porządny łyk.
- A gdzie Max? - zapytałam. Wtedy, jak na zawołanie, wyłonił się z cienia i wskoczył na stolik przed telewizorem.
- Złaaap mnieee, jeśli potraaaaafiiiisz! - wychrypiał przeciągając samogłoski i wskoczył na lampę.
- Może weź najpierw prysznic - burknęłam pod nosem.
Popatrzył na mnie jakby mi wyrosła druga głowa. Ups, zapomniałam o wyostrzonym słuchu wampirów, zwłaszcza tych nowonarodzonych.
- Zo obiecała, że już nigdy więcej nie będę musiał się myć… - Dolna warga Maxa zadrżała.
- To prawda, jednak twoje ubranie… - Wskazałam zeschnięte plamy krwi, którymi był umazany.
- Ah, to… - zdziwił się, jakby dopiero teraz je zauważył. Przysiadł w kucki na obrotowym krześle przy komputerze i zaczął zlizywać brud z koszulki. Skrzywiłam się z obrzydzenia i wpadłam do kuchni.
- Nic nie wspominałaś o skutkach ubocznych przemiany! - Zoya popatrzyła na mnie z wyrzutem, sięgając po kolejną butelkę soku pomidorowego.
- A czy to ma jakieś znaczenie?
- A jak myślisz? - syknęła. - Miałam zadbanego, wręcz pedantycznie dbającego o higienę chłopaka, a teraz jestem skazana na użeranie się z tym nabuzowanym debilizmem kłębkiem, drżącym na samą tylko wzmiankę o wodzie!
- Czyli zdążyliście już o tym pogadać?
- Gwen!
- Może z czasem mu przejdzie...
- Może!? - Zo spojrzała na mnie z kpiną.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Pestka11k
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…