Romans · 6 min czytania
Odyseja mostowa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Odyseja mostowa
Chłopak jedzie samochodem. Jest w połowie drogi między Krakowem a Cieszynem. Uśmiecha się, śpiewa piosenki, pomagając w ten sposób radiu. Cieszy się, bo właśnie zmierza na spotkanie z dziewczyną. Umówili się w Cieszynie, to dokładnie połowa dystansu, jaki każdy z nich musiałby pokonać, jeśliby chcieli się odwiedzić w miejscowościach, z których pochodzą. Ona nie jest Polką, jest ze Słowacji. Dwa miesiące wcześniej poznali się na Sycylii, a potem kilka razy rozmawiali ze sobą przez telefon, napisali kilka listów. I w końcu przyszedł czas na to, aby znowu się spotkać, oko w oko, twarzą w twarz, ręka w rękę. Potem razem już pojadą do Krakowa, a stamtąd jeszcze trochę dalej. Nagle chłopak gwałtownie naciska pedał hamulca, zjeżdża na pobocze, zatrzymuje się. W panice zaczyna przeszukiwać kieszenie, potem samochód. Klenie pod nosem. Zapomniał zabrać ze sobą paszport. (Wtedy jeszcze, kiedy historia ta miała miejsce, na to, aby przejść przez granice, potrzebne były paszporty.) Jest godzina 10:30, do Cieszyna pozostała mu godzina jazdy, a oni mają się spotkać kilka minut po południu na dworcu, w Cieszynie Czeskim. Co robić? Wrócić po paszport? Odpada. Nie zdąży. Pozostaje mu jedno rozwiązanie, jechać dalej. Coś wymyśli. Zawsze przecież coś się da wymyślić. Jedzie, rozmyśla i końcu przychodzi mu do głowy pomysł. Samochód zostawia na strzeżonym parkingu i biegnie do sklepu papierniczego, aby kupić blok rysunkowy i grubo piszący flamaster. Na jednej z kartek pisze imię i nazwisko dziewczyny, potem zatrzymuje dwójkę młodych ludzi, parę, która chodzi tam i z powrotem przez granicę, przenosząc alkohol w jedną stronę a papierosy w drugą. Są to, potocznie mówiąc, mrówki. Wyjaśnia im swój problem, nie zdradzając oczywiście całej prawdy o paszporcie. Dla ich wiadomości i dla dobra sprawy, twierdzi, że paszport został skradziony. Płaci im i prosi, żeby przechodząc przez dworzec w Czeskim Cieszynie, podnieśli kartkę wysoko nad głowę i poczekali chwilę. Oni się godzą, nawet wydaje im się to zabawne, romantyczne, zwariowane. Dwójka pomocników przechodzi przez granicę, a chłopak biegnie, co sił w nogach, do drugiego przejścia. (Kto nie był w Cieszynie i nie przekraczał tam granicy, musi się dowiedzieć, że są tam dwa mosty. Jednym mostem opuszcza się terytorium Polski, a drugim terytorium Czech. Oba mosty dzieli dystans około jednego kilometra.) Chłopak biegnie więc i czeka, wpatrując się w ciągle płynący strumień mrówek. Jest z siebie zadowolony, bo ma jednak głowę na karku, wybrnął jakoś z opałów. Na dziewczynie mu zależy i nie chce jej stracić z