Rodzina · 3 min czytania
Ogień
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nigdy nie słuchałam innych. Starałam się dotrzeć do wyznaczonych przez siebie celów bez względu na wszystko. Bez względu jak bardzo będę musiała się poświęcić i jak to odbiorą inni ludzie. Wszystko szło dobrze... do czasu. Straciłam dom, rodzinę, szczęście poprzez własne gapiostwo. Zapomniałam zgasić świeczkę w sypialni. Ta przewróciła się wzniecając pożar. Słyszałam tylko płacz mego kilkuletniego synka. Rozpaczliwie wołał do mnie :
- Mamo, ratuj ! Pomóż mi !
Ja nie zważając na jego zapłakane oczy wpatrujące się we mnie z nadzieją stchórzyłam. Stałam w bezruchu, patrząc na otaczający mnie dym, powoli palące się mieszkanie. Kawałek po kawałku. Nagle jakaś silna dłoń odepchnęła mnie ku ścianie. Upadłam, nie miałam siły wstać. Wciąż wpatrywałam się w żarzący się tuż przede mną ogień. Patrzyłam jak wypala on drewniane drzwi, centymetr po centymetrze. Chociaż byłam w beznadziejnej sytuacji, ten ogień był bardzo fascynujący. W jednej chwili pomarańczowy, by zaraz potem zmienić barwę na żółto-czerwoną. Zafascynowana nie zrozumiałam co się wokół mnie działo. Oddalałam od siebie krzyki, dym. Czułam się jak we śnie, a najdziwniejsze było to że wydawało mi się że był to pozytywny sen, że wyjdziemy z tego cało. Bo w danym momencie miałam ten ogień za przyjaciela. Chciałam go dotknąć, czułam z nim więź. Nie zamierzałam się ratować, jednak ktoś chciał uratować mnie. Przez dym w płucach zemdlałam. Obudziłam się dopiero w szpitalu, chociaż nie wiem czy…