Fantastyka · 7 min czytania
Ogrodnik w Hucie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedy Marcypan po raz pierwszy zobaczył Żigolettę, nie spodziewał się, że się w niej zakocha. To tyle w tym temacie. Aha, jeszcze jedno. Dobrze, że się nie spodziewał, bo nigdy się nie zakochał. Natomiast zakochał się w Krystynie. Ha! Żigoletta została starą panną i co wieczór siadała przed telewizorem, zjadając szarlotkę, tudzież wuzetkę i popadała w coraz to większą nadwagę. Nadwaga ta, miała zgubny wpływ na jej nerki i w związku z tym, musiała się poddawać cotygodniowym, uciążliwym dializom. Ale dzięki nim, spotkała Bronka. No i się zakochali w sobie. Bronek od urodzenia był nieśmiały i miał kompleksy na punkcie swojego niewielkiego wzrostu. DOŚĆ!!! Nie o tym miałem opowiadać. Chciałem opowiedzieć o tym jak to Stefan Ogrodnik zatrzymał wyciek surówki z martenowskiego pieca na Hucie. Tak, o tym chciałem opowiedzieć. Otóż, to było tak... Aha jeszcze jedno. Musicie wiedzieć, że Stefan Ogrodnik, wcale nie był ogrodnikiem. Po prostu miał tak na nazwisko i przez całe życie robił karierę w Hucie. Przez trzydzieści lat pracy dochrapał się stanowiska starszego brygadzisty zmianowego w tymże zakładzie. Obecnie przebywa na zasłużonej rencie chorobowej spowodowanej wieloma schorzeniami, których nabawił się podczas wieloletniej pracy w wokółwielkopiecowym środowisku. Ale nie o tym chciałem... Dobra jeszcze jedna informacja: To o czym opowiem wydarzyło dawno, tak gdzieś dwadzieścia albo dwadzieścia pięć lat temu. Albo coś koło tego.
*
Magiczne rajtuzy jak zawsze uwierały w kroku. Jak oni to znoszą – pomyślał Ogrodnik Stefan. Ci, no chłopy, którzy się przebierają za baby. Stefan, jak wiemy wcale się nie przebierał. Po prostu był posiadaczem rajtuz, które mu dodawały nadludzkich zdolności w szerokim zakresie jego działalności. Wiedział, że trochę ich nadużywa, ale jego wydział brał udział w ogólnoresortowych zawodach na najbardziej wydają brygadę hutniczą. Rajtuzy miały za zadanie pomóc w wygraniu. Główna nagroda była nie byle jaka – Dwutygodniowy pobyt na polu kempingowym w Milówce. Niestety rajtuzy zamiast pomagać uwierały Stefana w bardzo strategicznych, miejscach. Dlatego kierownika zauważył dopiero kiedy ten był tuż obok niego. - Co Ogrodnik – zagadnął kierownik – znowu się opierdalamy? - Taaa, panie kierowniku. Opierdalamy się. - Nieładnie Ogrodnik. Jak chcecie wygrać konkurs, kiedy wasza brygada tak mało robi. Przecież nie macie najmniejszych szans. Zresztą do dupy z waszymi szansami. Mnie się rozchodzi o plan wydziału. A wasza brygada stanowi dla tego planu poważne zagrożenie. - Tego... - odpowiedział Stefan. Ucisk rajtuz był naprawdę nieznośny. Nie pozwolił sobie jednak, na skorygowanie ich niewygodnego położenia. - I tak to już jest, Ogrodnik – kontynuował swój wywód kierownik – wy tutaj się opierdalacie, a mnie tam na górze suszą głowę. Nie interesuje ich to, czy to wy, czy ktoś inny. Ich interesuje wynik całego wydziału. A wiecie dlaczego? Bo im suszą głowy ci jeszcze wyżej. Dlatego zbierzcie swoją brygadę i bierzcie się do roboty. - Dobrze, panie kierowniku – odparł Stefan, który kiedy był trzeźwy był nad wyraz spolegliwy – to ja się zabieram do roboty, a pan niech się jeszcze poopierdala. Kierownik popatrzył dziwnie, ale nie powiedział już nic. Poszedł wygłaszać poranne połajanki kolejnym brygadzistom. Stefan wcale nie musiał szukać swoich ludzi. Wiedział, że wszyscy są za kontenerem numer trzy, w okolicach szpindu Hajnela Biegonia. Ten to Hajnel miał dzisiaj czterdzieste czwarte urodziny. Więc od piątej czterdzieści pięć…