Psychologia · 37 min czytania
ON i ONA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
ON I ONA (kolejność jest zupełnie przypadkowa)
Do pracy przyszła jego żona. Przyszła z zakupami, które zrobiła do domu. Na oko jest od niego o pięć lat młodsza. Ma charakterystyczny typ urody. Jego nie bardzo interesowało co kupiła. W każdym razie w domu ma coś być. On zarabia, ona zajmuje się domem. Obowiązki już dawno zostały podzielone. Ma oczywiście się ubierać tak, jak on sobie tego życzy. Szczególnie do łóżka. Właściwie jej słowa nie mają znaczenia. Toleruje je tylko gdy zadaje pytania, lecz jej odpowiedzi nie bardzo słucha. Nie jest skłonny do nadużywania alkoholu, a więc nie musi się ona tym przejmować. Jest do jego dyspozycji. To on jej mówi kiedy ma ochotę na sex. Ona nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia. Jego ulubionym miejscem na ciele kobiety jest jej zadek. I zawsze bierze ją tylko od tyłu. Tylko do tego sprowadza się akt. Zaspokojenie potrzeb. Gdy dochodzi do stosunku nie ma mowy o jakieś czułości. Lubi zrobić to szybko i sprawnie, tak jakby chodziło o wymianę koła w samochodzie. Lubi gdy kobieta jest ładnie zapakowana. To powoduje u niego wzwód. Podnieca go, gdy kobieta jest tylko z wierzchu ubrana, a pod spodem nie ma nic. Lubi jak chodzi po domu w szlafroku. Wie, iż tylko to wystarczy z niej ściągnąć, by się do niej dobrać. Nie toleruje staników ani majtek, twierdząc że jest to tylko dodatkowa przeszkoda. Jest z nim dlatego że chciała wyrwać się z domu. Poznała go, był miły, nieźle zarabiał, miał swoje mieszkanie. Długo się nie zastanawiała. Na początku owszem, było miło. Wszystko zaczęło się dopiero po ślubie. Gdy wytłumaczył jej, iż jest jego własnością i ma robić to co jej każe, w przeciwnym wypadku...nie powiedział co. Ona jednak się domyśliła. Chyba już nigdy nie zdecyduje się by od niego odejść. Lecz nawet gdyby, to gdzie miała by pójść?
KWASOWE PRZYGODY MARKA CHOŁOTY
Znów jestem w swej krainie. Bywam tu często, gdyż tylko tu mogę odnaleźć swe nieistniejące gdzie indziej myśli. Idę jak zwykle przez miasto, obserwując wszystko uważnie. Właśnie wyprzedzam dwie lale, które rozmawiają z nieinteresującym mnie osobnikiem. I nagle dociera do mnie iż na świecie są dwa rodzaje kobiet. Smukłe i puszyste. Każda z nich charakteryzuje się inną osobowością. Te smukłe wydają się mocniej stać na ziemi. Są bardziej doświadczone jeżeli chodzi o życie, i tym sposobem łatwiej udaje się im odróżnić kłamstwo od prawdy. Ich uczucia są bardziej wysublimowane. Śmiech jest u nich rzadkim zjawiskiem, raczej cały czas starają się pilnować i nie pozwalają sobie na utratę kontroli nad własną osobą. Trzymają wszystko w sobie i nie okazują przez to zbyt często uczuć. Potrafią myśleć, lecz nie potrafią postawić na swoim. Wszystko starają się robić wolno i ostrożnie, by przypadkiem nie narazić swej osoby na śmieszność. Są bardzo tajemnicze i trudno się o nich coś więcej dowiedzieć. Puszyste są ich przeciwieństwem. Są zawsze wesołe, uśmiech nie znika z ich twarzy nigdy. Choć nie jest on zbyt inteligentny, powiedział bym raczej iż jest głupi. Łatwo im wmówić każdą rzecz, bo tylko czekają chwili gdy zainteresuje się nimi łaskawie jakiś mężczyzna. Nie mają nic do ukrycia, i lubią też szczerość z naszej strony. Nie należy opowiadać im zbyt długo o miłości, dosyć szybko łapią o co nam chodzi. Lubią dobrą zabawę, może dlatego łatwo rozpocząć z nimi rozmowę a potem ją kontynuować. Przystaję kilka kroków za nimi i przez chwilę przyglądam się im. Smukła po chwili patrzy się na mnie badawczo, po czym szybko odwraca wzrok. Puszysta śmieje się w moim kierunku. Ja jednak nie zamierzam odwzajemnić uśmiechu, odwracam się i ruszam swą drogą, w poszukiwaniu nieistniejących gdzie indziej myśli.
ONA - CZAROWNICA
Pamiętasz jeszcze pierwsze dni swego nowego życia? A później, następujące po nich? A te kolejne? Czekałaś na niego? Całe twe życie było mu podporządkowane. Całe to czekanie. Od najmłodszych lat uczyłaś się, iż to miłość rządzi światem, i że tylko dzięki niej można coś zbudować. I to niezmierne długie oczekiwanie na niego. Na tego jedynego. Wypatrzyłaś go na jednej z wielu dyskotek, na których regularnie bywałaś. Wszak szczęściu trzeba dopomóc, choćby odrobinkę. Wasze pierwsze spojrzenie. Zetknięcie wzroku. To był ten, czułaś to. Podszedł do ciebie, poprosił o taniec. O potem było...krótko i niemoralnie. Okazał się zwykłym Casanovą. Każda kolejna panienka była dla niego tylko kolejną zdobyczą. Bolało, jakże bolało. Serce poczęło czernieć, swąd dymu ulatniał się po czym skurczyło się i rozsypało w proch. Serce przestało już istnieć. Z gliszczy i własnych popiołów narodziła się czarownica. Związek, jakże krucha budowla. Wystarczy kokietka, która zawróci mu przez chwilę w głowie, a związek taki rozpadnie się. Oczywiście z jego winy. Nie potrafi opanować swych żądz. Przegrywa z samym sobą. A w twoim kąciku ust pojawiał się delikatny uśmieszek. Znów zwyciężyłaś. Postanowiłaś zostać znaną aktorką. Z twoją urodą i tak jędrnym ciałem nie nastręczało to żadnych problemów. Wystarczyło tylko przejść przez odpowiednie drzwi. Kolejne otwierały się już same. I tylko spoglądając czasem w lustro widziałaś swe odbicie. I tą małą wierzącą kiedyś w ten świat delikatną dziewczynkę. Czy lubisz czasem przeglądać się w lustrze ? Wolisz w kamerze. W niej najlepiej odbija się wnętrze, nastrój. Czasami sprawia mi przyjemność obserwowanie siebie. Niekiedy wydaje mi się iż na ekranie widzi kogoś zupełnie innego, nie poznaję siebie. Bywa że aż zanadto. Lustro prawie daje mi to samo. Patrzę na siebie i zadaję sobie coraz więcej pytań, na które mam coraz mniej odpowiedzi. Lustro nie służy mi wyłącznie do poprawiania makijażu. Czy lubię siebie ? Powinnam lubić. To bardzo pomaga w tym, by inni nas także lubili. Czasami lepiej jest się mi przejrzeć w oczach mężczyzn, ale tylko wtedy gdy są lustrami kobiet. Niektórzy w ogóle nie patrzą na kobiety, lecz się w nich przeglądają. Nie powinno tak być. Mężczyzna powinien na kobietę patrzeć. A jak było z moimi mężczyznami ? Z nimi bywało różnie. Spotykałam takich, którzy nie mogli żyć bez lustra. Lepiej jest oczywiście z tymi, którzy patrzą, ale o nich niestety trudniej. Są miejsca w których lustrzane odbicie chodzi za człowiekiem jak cień. Zna to uczucie. W klubie w którym ćwiczę, wszystkie ściany siłowni są w lustrach. Tam człowiek patrzy na siebie inaczej. Im więcej doświadczeń, tym większa niepewność. W młodości ma się tupet, cudowną nieśmiałość. Refleksja przychodzi później. Pomagają komplementy przypadkowych spotkanych ludzi. To zaspokaja jedynie aktorską próżność. Też jestem próżna, ale to typowa cecha artystów. Nie ma czego się wstydzić. Czy często ludzie na ulicy mówią mi komplementy, że jestem piękna? Tak nigdy nie mówią. Słyszę raczej, że lepiej wyglądam na żywo niż w telewizji...telewizja kłamie? Ale robię się coraz lepsza. Gdy patrzę w lustro boli, ale tylko w samotności. Niekiedy poprawia mi się nastrój. Dzisiaj rano zobaczyłam w swoim lustrze kobietę niewyspaną, niedopieszczoną, zapomnianą, troszeczkę przestraszoną. Wczoraj byłam trochę spokojniejsza. Takie spotkania z własnym odbiciem mają wpływ na mój nastrój. Klimat mojego dnia tworzy muzyka, pierwszy telefon, najlepiej od kogoś bliskiego. Dobra kawa. A co ze szminką na filiżance? Usta maluję z pamięci.
„Wywiad zamieszczony z Grażyną Szapałowską w jednym z numerów CKM”. Nieznacznie tylko przetobiony.
Hermeneutyka podejrzeń.
Część 22 / 2
Tak bardzo chciałem ujrzeć jej usta z bliska, musnąć je delikatnie, pragnąłem skryć się w jej ramionach, bezpiecznie przed nienawiścią świata. Ileż czasu poświęciłem by ją zdobyć. Ileż słów było wypowiedzianych, ileż razy ma ręka zakreślała w powietrzu tajemne znaki. Za każdym razem byłem tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Jaka droga dzieli nas od czyjegoś serca, czy są to miliony mil, czy tylko kilka kroków? Jej słowa karmiły mą duszę, dawały pokarm którego tak potrzebowałem. Zawsze uciekała przed mym wzrokiem, gdy tylko dłużej zatrzymywałem go na jej twarzy. Ale jej twarz przyciągała mnie z niespotykaną dotąd siłą we wszechświecie. Zawsze gdy poczynała uciekać, biegłem za nią, wierząc iż gdy ją pochwycę, będzie po wieczność moja. Goniłem ją przez wieki, a tak naprawdę nigdy nie miałem szans by ją pochwycić. Zawsze marzyłem o tym by spędzić z nią jeden dzień, gdzieś poza miastem, na jego obrzeżach. Moja głowa leżałaby na jej klatce. Dłonie splecione były by w uścisku. Móc usłyszeć z jej ust tylko jedno słowo, właściwie wyszeptane tylko w ciszy traw. Ona była dla mnie oknem, w którym nie gaśnie światło. Wierzyłem, że w jej ramionach będę mógł się skryć, przed nienawiścią świata. Walczyłem o nią z niespotykaną dotąd zawziętością. Walka była warta tego, aż w końcu zwątpiłem. Przestałem wierzyć. Straciłem nadzieję. Miłość wypaliła się we mnie. Tak blisko byliśmy siebie. A teraz nie dostrzegam jej, choć wcześniej potrafiłem wypatrzyć ją w milionowym tłumie. Chciałem zdobyć coś dla siebie, coś co było by mnie w stanie odmienić, w czym byłbym się gotów zatracić. Słowa powoli stawały się miedzy nami rzadsze, aż w końcu umilkliśmy. Pochłonęła mnie cisza, o której tyle mówiła. W jakiś sposób nadal jest koło mnie. Lecz brak mi słów by to określić. W każdym z nas kiedyś coś umiera. Ta nadzieja, mimo że już niedostrzegalna i właściwie nieistniejąca ciągle w nas żyje. Póki jest ciągle gdzieś w zasięgu twego wzroku, dopóki karmisz się tymi okruchami pozornych wspólnych marzeń. Czas płynie pozostawiając nigdy nie nazwane słowa rozczarowań. Ich istota nie jest tak naprawdę znana. Ani ich cel. Po prostu by wypełnić pustkę, którą ona spowodowała, zapełniamy pozostałościami dawno już zamierzchłych wspomnień. Tyle gatunków alkoholu, a każdy z nich ma ten sam cel. Choć na chwilę zapomnieć o ciągle żywych wspomnieniach, która jak larwy toczą swój nędzny żywot w nędznym ciele. I tylko wciąż te same powtarzane słowa piosenki, którą dla niej kiedyś napisaliśmy. Właściwie już tylko bełkot niezrozumiałych przez nikogo słów. Otwarcie przyznajemy się do klęski. Mimo ich nadal kochamy, tak już od wieków to nic to nie zmienia. Żadnej zmiany. A on niedostrzegalnie chwyta jej dłoń i tuli w swej dłoni. Jak zwykle jesteśmy nieco opóźnieni w reakcji, lecz obserwujemy ich bacznie by upewnić się w naszych twierdzeniach. A potem jej dłoń wymyka się z jego dłoni. Odchodzą razem. Widzisz to zupełnie wyraźnie. Nie czujesz już nic. Tak jakby nagle ból osiągnął swe apogeum, a potem ją przekroczył i znikł, nie pozostawiając niczego. Pustka. Ona jest mą panią, na wieki, których nikt tak naprawdę nikt nie zliczy.
Żadna siła we wszechświecie nie potrafi przyciągnąć nas z taką siłą jak jedno jej spojrzenie. To jest ich broń, którą już dawno nauczyły się wykorzystywać. Jedno przenikliwe spojrzenie pozwala spalić nasz na popiół. Chodzimy dokoła siebie cały czas mając siebie na uwadze. Bacznie się sobie przyglądając. Trochę z dystansem ale i zaciekawieniem. I nagle jej specyficzne spojrzenie pada na nas, nogi robią nam się bardzo miękkie Czujemy nagle jak całe powietrze wylatuje z nas jak z przebitego balonu. Mało który potrafi siłę takiego spojrzenia wytrzymać. Te spojrzenie przyciąga nas nie dając nam właściwie żadnego wyboru. Te, które posiadły tę sztukę uwodzenia, zdobywają jeden punkt jeszcze przed rozgrywką. Dostają to, czy raczej zdobywają tego, na którego mają ochotę. Oczywiście mówimy tylko w przypadku gdy on i ona są wolni. Wystarczy iż on będzie miał już żonę i właściwie jego wierność zostaje poddana próbie. Czym jest głos z zaświatów, który mówi nam byśmy wierność przekładali ponad wszystko? Pustką? Z jednej strony ogromna siła jej przyciągania, a z drugiej jego ogromna słabość do płci przeciwnej. Gra toczy się nadal, w tym przypadku to ona zdobywa jeden punkt.
Kto kogo bardziej potrzebuje na tym świecie? My jesteśmy bardzo konfliktowi, może to nasze pożądanie tak nas spala? Jesteśmy bardziej energiczni, co każe nam walczyć o każdą rzecz, lecz mniej odporni psychicznie. Wy znane jesteście z opiekuńczości i z tego że każde miejsce potraficie zapełnić ciepłem domowego ogniska. My przez cały dzień poza domem w poszukiwaniu pożywienia, a wy czekacie na nas z niecierpliwością. Każde z nas oddalone od siebie o tysiące lat świetlnych. Każdy z nas mężczyzn, chce tylko wtulić głowę w wasze ramiona by szeptała mu do ucha, że jest dobrym człowiekiem. Tylko tyle. Wspólne ciepło.
Wszyscy jesteśmy tacy sami. My jesteśmy tacy męscy i szorstcy a one są takie czułe i powabne. My jesteśmy bardziej energiczniejsi i życiowi a one skryte i przywiązane do jednego miejsca. My jesteśmy zawzięci i dumni a one opanowane i zawsze zdecydowane. My jesteśmy targani namiętnościami a one nią są.
Stał przed szybą wpatrując się w stojący za nią przedmioty. Były po za jego zasięgiem. I nie mógł ich w żaden sposób zdobyć. Nie posiadał wystarczającej ilości gotówki. Chciałby mieć tylko tyle by móc sobie sprawić magnetofon, na którym mógłby słuchać w sposób przyzwoity muzyki. Na tą chwilę posiadał tylko walkmana, który podłączony plątaniną kabli do radia odtwarzał w sposób żałosny każdą kasetę. Mieć chociaż niewielki magnetofon. Dźwięk, który by się z niego wydobywał brzmiałby o niebo lepiej. Lecz ilość gotówki którą posiadał była niewystarczająca. Trzeba będzie zapomnieć o nierealnym marzeniu. Było lato, wakacje. Czas przez wszystkich uczniów ukochany. Wreszcie będzie czas na to wszystko na co nie było czasu w czasie trwania roku szkolnego. Tyle się w ich czasie zdarzało. Wyjazdy, nowe znajomości, czasami udawało się komuś zakochać. Blask słońca na niebie poprawiał ludziom nastrój. Byli jakby bardziej żywi, weselsi. On jednak tego nie odczuwał. Każdy dzień był przecież taki sam, nie dostrzegał jakieś zasadniczej różnicy. W jego życiu działo się niewiele. Poza samotnymi wędrówkami przez miasto, nic ciekawszego mu się nie przytrafiało. Lubił spacerować i obserwować mijających go ludzi. Po zachowaniu, gestach, spojrzeniach, dopisywał im życiorysy. Nigdy nie udało mu się sprawdzić na ile są prawdziwe ich losy. Nie pytał o to. Gdyby nawet zdobył się na odwagę, i kogoś zatrzymał opowiedział by o jego życiu na pewno został by uznany za pomyleńca. A przecież nie być źle zrozumianym. Trzeba dobierać właściwie słowa. A gdy brak słów, lub pewne słowa nie przechodzą przez gardło? W szybie odbijała się jego twarz. Przez chwilę przyglądał się jej. A jaką historię by jej przypisał. Ta historia była by przeraźliwie nudna. Nikogo by nie zainteresowała. Nawet jego samego. Nagle poczuł iż ktoś za szyby mu się przygląda. Spuścił szybko wzrok. Nie wolno się przyglądać nieznajomym zbyt długo, mogą o tobie źle pomyśleć. Nie chcemy tego, prawda? To była dziewczyna. Teraz to do niego dotarło. Dlaczego wpatrywała się we mnie? A może w kogoś kto stoi obok mnie. Rozejrzał się spod głowy. Obok niego nie było jednak nikogo. Więc jej wzrok na pewno skupił się na nim. Widział na jej twarzy uśmiech. Szczery uśmiech. Był bardzo przyjacielski. Tak bardzo chciałby go odwzajemnić. Strach jednak nie pozwolił mu wykonać żadnego ruchu. To było ponad jego siły. A jednak gdyby mu się udało... Już miał podnieść i odwzajemnić jej uśmiech, lecz nie zrobił tego. Strach znów go powstrzymał. Beznadziejna walka z samym sobą. By zwyciężyć musi najpierw siebie pokonać. Pamiętasz historie które sam sobie opowiadasz? Ludzie, mimo wielu niepowodzeń i porażek wciąż spoglądają przed siebie i odwzajemniają uśmiech przypadkowo przyglądającym im się osobom za szybą. Dostrzegł jej oczy, były przecudowne. Był prawie zupełnie pewny że wszystkie cuda świata nie dorównują nawet w części ich blaskowi. A falujące włosy, który spływały jej na ramiona. Żadne wschody czy zachody słońca nie dorównywały ich piękności. Stali tak przez kilka minut zapatrzeni w swe uśmiechnięte twarze. W końcu nieznajoma ruszyła, zmierzała do wyjścia a potem do wprost do jego osoby. - Cześć. - powiedziała miłym głosem. - Cześć. - odpowiedział jej łamiącym się jeszcze głosem. - Dlaczego skupiłeś swój wzrok na mnie? Czym zwróciłam na sobie twoją uwagę? - padło pytanie na które trzeba było udzielić odpowiedzi. - Masz bardzo charakterystyczną twarz. Takie twarze przyciągają swą uwagę. - głos był już bardziej pewien. - Mówisz poważnie, czy tylko chciałbyś mi sprawić przyjemność? - Nie. Mówię poważnie. Naprawdę. - jej osoba była pewna siebie, odbierał to wyraźnie. - Jak właściwie masz na imię? - teraz następuje poznanie. - Robert. A ty? - Dorota. - Bardzo ładne imię. - Mam wrażenie iż cały czas chcesz sprawiać mi przyjemność? - jej oczy były takie żywe. - Jeżeli to tak odbierasz. - chciałby gdzieś z nią posiedzieć i móc porozmawiać dłużej, ale czy zgodziła by się? Odmowa była by bardzo raniąca. - Czy masz ochotę porozmawiać ze mną gdzieś posiedzieć i porozmawiać dłużej. Tu niedaleko jest miła kawiarnia. Jest teraz lato, możemy usiąść pod parasolem i na powietrzu porozmawiać. – zapytała go wprost. Niektóre prośby zostają wysłuchane. Jest ktoś kto czuwa nad naszą opatrznością. - Ależ oczywiście. Prowadź. - przepuścił ją i ruszył za nią.
X X X X
- Mówisz iż lubisz przyglądać się w twarze przechodzących ludzi i odgadywać ich losy? To bardzo ciekawe. Czy odgadłeś kiedyś kogoś? - widać było iż była zainteresowana tematem który poruszył. - Nigdy właściwie nie miałem okazji by spytać o to kogoś. Nie wiem też, czy zostało to by dobrze odebrane. - A co możesz powiedzieć o moim życiu. Nie znasz mnie, więc może ci się uda. - czekała na jego historię. Przyjrzał jej się dokładniej, spróbował stać się nią, tak jak czynił to wcześniej. Lecz nie udawało mu to się. Jakby jej tu nie było. Nie zdarzało mu to się wcześniej. - Nie potrafię. - Szkoda, może dowiedziałabym się czegoś nowego. Ciekawy z ciebie człowiek Robercie. Nie na darmo przyciągnąłeś moją uwagę. - Jesteś bardzo wesołą dziewczyną. Właściwie tryskasz energią. Tyle radości wylewa się z ciebie i nawet czuję jak i mnie się udziela. Raczej mam naturę melancholika, ale przy tobie oddycham innym powietrzem. - ktoś kiedyś powiedział iż warto szukać drugiej osoby, cały trud który się poniesie zostanie wynagrodzony po tysiąckroć. Teraz wiem iż ktoś ten miał stuprocentową rację. - Też czuję do ciebie nić sympatii. Może mogło to przerodzić się w coś większego. Chciałbyś?