Erotyka · 6 min czytania
Ona
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jego wzrok wędrował po jej bluzce. Oczy ślizgały się po linii piersi, omiotły spory dekolt. Napastliwy wzrok nie sprawiał jej przyjemności. Nie czuła się bezpiecznie. Ten wzrok mówił. Mówił o wiele za dużo niż ona chciałaby usłyszeć. Jego słowa była tak dziwne… Niby normalne…. Ale… mówił do innych, mówił do niej, mówił o wszystkim i o niczym, ale jego ciało, jego oczy, jego słowa w domyśle znaczyły i tak co innego. Udawała, że nie wie, o co mu chodzi. Naście lat, to czas zabawy, czas robienia głupot. Czas, kiedy dziewczyna uczy się, jak wykorzystać swoje ciało, jak pokazać jego uroki, jak mądrze się zachowywać, jednocześnie będąc kobietą. Naście lat, to czas, kiedy młode piersi kuszą zza krótkiej i wydekoltowanej bluzki, a spodnie wygodnie opadają na biodra. Naście lat, to ten czas, kiedy ma się najpiękniejsze wspomnienia. Pod warunkiem, że trafia się na odpowiednich ludzi.
*** Kazali. Kazali jej pójść do niego…. Przecież to zaraz obok. Tak niedaleko. Miała pójść i przynieść zamówiony towar. Wystarczyło przejść przez podwórko. Piętnaście minut do zamknięcia sklepów. Coś ją tchnęło. Zazwyczaj nie brała kurtki nawet wtedy, gdy biegła rozmienić pieniądze na koniec ulicy, nawet wtedy, kiedy padał śnieg. A teraz coś kazało jej zabrać plecak, coś kazało wziąć kurtkę. Nie założyła jej. Trzymała w ręku długi kremowy płaszcz, plecak zarzuciła tylko na jedno ramię… Poszła. Kazali. Drzwi otwierały się ciężko. Dźwięk dzwoneczka zawieszonego nad nimi rozszedł się echem po zakładzie, a w jej głowie spotęgował się tysiąc krotnie. Nie bała się. Wierzyła swojemu rozsądkowi, przecież do tej pory nie stało jej się nic złego… Do tej pory nie podjęła żadnej błędnej decyzji. Ufała sama sobie. Drzwi zamknęły się za nią z trzaskiem. Pomieszczenie, w którym było biuro tonęło w półmroku. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Jego. Przecież to tylko kilka kartek… Weźmie te cholerne podbite i podpisane kartki i zaraz stąd wyjdzie. To chwilka. Przyszedł. Znów ten wzrok. Zlustrował czerwoną bluzkę, dokładnie obejrzał dekolt, zatrzymał wzrok na młodych piersiach, a potem niżej, na odsłoniętym brzuchu. Mechanicznie opuściła bluzkę. Tylko te papiery. Jasno powiedziała, czego chce. Nie zapalił lampy. Podszedł do biurka. Kazał odłożyć rzeczy i usiąść po drugiej stronie. Ten wzrok…. Nie usiadła. On pochylił się nad papierami, aby je podpisywać. Co chwila jego czerwona, gruba twarz podnosiła się z nad kartek, lustrując ją cała. Jego język lubieżnie przejechał po wargach. Zaczęła zakładać płaszcz. Przeczuwała, co może się wydarzyć. Długi płaszcz do ziemi da jej ochronę. Płonne marzenia. Próżne nadzieje…. Nie zdążyła się zapiąć,