Inne · 6 min czytania
Oni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na obskórnym, obszczanym przez miejscowe kundle i rasowe pudelki murku siedzą Ona i On. Ona w drżącej ręce trzyma spalonego do połowy papierosa bliżej nieokreślonej marki, On powtarza jej, by nie paliła tyle. Zawsze jej to powtarzał, choć sam palił nie mniej. Ona z przestraszonym wzrokiem utkwionym w równie cuchnącym i zalanym zwierzęcym moczem co murek chodniku próbuje mu coś powiedzieć, ale słowa więzną jej w gardle. On nic nie zauważa. Gada o jakichś pierdołach. Jak zawsze. O nowym, sześcioletnim aucie kumpla, o oblanym egzaminie z filozofii, o zdechłych roślinach matki, za co mu się oberwało, bo obiecał jej, że będzie podlewał, gdy ta wyjedzie na miesiąc do babki. Nie podlewał. Ona mu potakuje i stara się śmiać, gdy On się śmieje. Za chwilę jej stres przechodzi. Znów może z nim normalnie rozmawiać. Może się śmiać bez udawania. Znów mu nie powiedziała... Od zawsze, od kiedy tylko pamiętają byli obok siebie. Chodzili do jednego przedszkola, do tej samej podstawówki, później byli nawet w tej samej klasie w liceum. Zawsze nierozłączni. Mieli swoje sympatie, ich związki trwały czasami dość długo jak na dzieciaki. On przeciętny, ale gaduła, każdą dziewczynę mógł zagadać. Każda mogła być jego. Ale On się nimi bawił. Intrygowało go jak to możliwe, że taki zwykły facet, bez żadnych specjalnych zdolności, o twarzy nieopierzonego kurczaka, zgarbiony i właściwie nie mający nic ciekawego do powiedzenia tym wszystkim głupim laluniom, może mieć je wszystkie. Nie wierzył w siebie, choć był jednym z najbardziej popularnych chłopaków w średniej szkole. Ta sława poszła za nim na studia, które koncertowo sobie olewał. Wiedział, że większość przedmiotów zaliczy za dobre lanie wody. Ona nawet całkiem ładna dziewczyna, choć równie zakompleksiona co On. Ani gruba ani chuda, ze strąkami zamiast włosów. Nie dbała zbytnio o swój wizerunek. Wyznawała zasadę, że "liczy się wnętrze". I na takie właśnie słowa dawała się nabierać kolejnym idiotom, którzy chcieli się z nią spotykać, by zaprzyjaźnić się z nim, chcieli jak On wyrywać świeże mięsko. Ona była tylko ich przepustką do tego. Po skończeniu liceum stwierdziła, ze jest zbyt głupia i zbyt leniwa by studiować, więc z pomocą rodziny skończyła kurs zdobienia paznokci i teraz tym się zajmowała zarabiając na fajki, zupki chińskie i comiesięczne opłaty. Zawsze wszystko sobie mówili. On chwalił się jej kolejną zdobyczą o pustej główce, ale ładnym tyłeczku, Ona żaliła mu się na kolejnego kretyna, który chciał ja wykorzystać. Gadali o smakach lodów, o nowościach wydawniczych, nowych kapelach, które pojawiały się na rynku muzycznym, o historii, filozofii i psychologii. O zwierzakach, których oboje mieli po kilka sztuk (psy, koty, żółwie, chomiki, szczury…