fantastyka · 12 min czytania
Opowiadania z Wieloświata: Pigmalion cz5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
– I w jakim jest stanie, doktorze? – dopytał komandor.
– Nie mam tu nic do roboty: jej odczyty są lepsze niż przed… przed tym, co się stało – odpowiedział Nefat, jakby zamroczony.
Pewnie jego umysł nadal tkwi w lekkim szoku. Nie dziwię mu się; wydarzenia w komorze artefaktu były tak niezwykłe, tak… fantastyczne, że sam czasami odruchowo szczypałem się w ramię z nadzieją na pobudkę w normalnej wersji świata.
– A ślady obcego DNA? – warknął Chen.
– Nie czuję się zapłodniona, komandorze, jeśli o to panu chodzi – oznajmiła z wyczuwalną ironią kapitan Hunsen.
Chen się zarumienił. Brawo Jenny.
– Nie to miałem na…
– Kompletnie nic. – przerwał mu Nefat zapatrzony w pulpit diagnostyczny. – Materiał genetyczny pobrany z kilku miejsc, w tym z krwi, jest stuprocentowo zgodny ze wzorcem w bazie, a skany nie wykazują żadnych anomalii prócz iście doskonałego stanu zdrowia.
Ulżyło mi.
Część 22 / 6
– Czy mogę zatem już wyjść z komory skanującej? – spytała Jennifer znużona kilkugodzinnym badaniem.
– I naprawdę nic pani nie pamięta, pani kapitan? – dopytał dla pewności komandor.
– Tylko coś, co mogę opisać jako zbliżającą się fałdę przestrzeni, potem wybuch i scena, jak maltretuje pan Kurta, komandorze.
– Otwórz komorę, Nefat, a pani, pani kapitan… W razie dziwnych objawów ma pani obowiązek natychmiast zgłosić się do ambulatorium. To jest rozkaz! Doktor będzie monitorował odczyty z implantu medycznego do momentu cumowania w stacji MarsSeed9. Potem czeka go sąd wojskowy.
Czyli jeszcze mu nie przeszło, skoro nawet doktorek nadal jest na widelcu.
– Pan chyba żartuje, komandorze! – oburzyła się Jen.
– Nie! To, co zrobili razem ze Skalskim, naraziło statek i całą jego załogę, więc kwalifikuje się pod są. Niezależnie od intencji.
Z miny odczytałem, że Jennifer zorientowała się, iż teraz nie ma miejsca na dyskusję w tej sprawie.
– Czy mogę mu chociaż podziękować? W końcu ocalił mi życie.
Część 33 / 6
– Patrzy przez kamerę. – Chen wskazał na monitoring, a ja pomachałem do tabletu w celi jak jakiś przygłup. – Błagał, a ja nie jestem potworem. Jutro wydam zgodę na widzenie; tylko krótko! – burknął.
***
– Jeden… dwa… trzy… – liczyłem czerwone błyski kontrolki od więziennej kraty. Miałem nadzieję, że pozwoli mi to zasnąć, ale niestety, galopujące myśli uniemożliwiały odpowiednie wyciszenie.
Przynajmniej Jennifer jest cała, uśmiechnąłem się i przekręciłem na lewy bok; przy okazji odkryłem, że więzienna koja jest tak twarda, jak ta w mojej kajucie. W sumie… jakby przenieść tu meble… byłoby tak samo jak u mnie – no może trochę ciaśniej.
Właz zasyczał, a kontrolka otwarcia zmieniła kolor na zielony. Usiadłem na posłaniu. Skrzydła rozsunęły się wolno. Wyraźny odgłos uderzeń obcasami o posadzkę sprawił, że poderwałem się z łóżka.
– Jennifer! – Z radości rzuciłem się w jej stronę, ale Marines stojący u wejścia do celi ostudził moje zapędy do ciepłego powitania.
Stanąłem niespełna metr od doktor Hunsen. Jenny trzymała w dłoniach tacę wyłożoną czymś, co wyglądało i pachniało jak świeże ciasto drożdżowe. Odruchowo wkasałem koszulę w spodnie, przyklepałem niesforną grzywkę i uśmiechnąłem się delikatnie, mając pełną świadomość, jak niechlujnie wygląda moja nieogolona twarz.
– Cześć, Kurt – pozdrowiła mnie delikatnym, aksamitnym głosem. – Chciałam ci podziękować i… I przep…
Część 44 / 6
– Nie musisz, a nawet nie możesz. Nie przepraszaj. Było warto. – Uśmiechnąłem się wdzięcznie. Oczy pani kapitan zeszkliły się, a ręce zaczęły dygotać.
Zabrałam tacę i odstawiłem na mały stolik.
– Kurt! – Rzuciła mi się na szyję.
Zauważyłem, że wojskowy chciał oponować, ale odpuścił i odwrócił się w drugą stronę.
– Gdyby nie ty i Nefat – kontynuowała – pewnie nie doczekałabym cumowania na MS9. Jest mi tak przykro, że Chen…
– Wsadził mnie do paki? Nic nie szkodzi; nie jest tu tak źle. Żywię też cichą nadzieję, iż zdąży ochłonąć, nim dolecimy do stacji. Wiem z wiarygodnych źródeł, że nie złożył jeszcze raportu. – Puściłem jej oko i radośnie wyszczerzyłem zęby. – Chodź, usiądź na chwilę. – Wskazałem jedyne krzesło, którym dysponowałem. – Jak pewnie się domyślasz, nie mam zbyt wielu okazji, żeby pogadać z kimś sympatycznym. Bez obrazy, Nick! – krzyknąłem do Marines za drzwiami.
Tylko fuknął.
Przysiedliśmy: ja na koi, a Jen przy stoliku. Pani kapitan pokroiła jeszcze ciepłe ciasto i podała mi na talerzyku. Pomimo obłędnego zapachu, jaki roztaczał wypiek, jedzenie nie było mi w głowie.
Część 55 / 6
– Jak się czujesz, Jennifer? Wszystko z tobą w porządku?
– W jak najlepszym. Tak szczerze, to czuje się o wiele lepiej niż przed wypadkiem.
– To bardzo dobrze – przytaknąłem. – Obca AI spełniła obietnicę.
– Ciekawe dlaczego zdecydowała się mi pomóc? – Zamyśliła się i ugryzła kawałek puszystej drożdżówki.
Wtedy mi się przypominało.
Przełknąłem kawałek wypieku – bardzo powoli, ledwie przepychając kęs przez zaciśnięte gardło.
– Zresztą może kiedyś nam powie – dodała Jen i uśmiechnęła się do mnie.
– Kiedyś? – spytałem nieco drżącym głosem.
Część 66 / 6
– Tak, komandor zdecydował się pozostać przy artefakcie, dopóki nie ustalimy źródła tej grawitacyjnej anomalii, która pojawiła się na jednym z pierścieni Saturna. Ponoć sonda dostarczyła niesamowitych dan…
Potworny, kłujący ból wbił mi się w głowę. Świat stracił kontury.
– Kuuurt?
Usłyszałem zniekształcony głos Jen, zupełnie jakbym dryfował zanurzony w głębokiej wodzie, a ona krzyczała z powierzchni. Stłumiony pogłos rozległ się gdzieś na granicy jawy i snu.
– Nick, zawołaj lekarza!
***
Powoli rozchyliłem powieki. Świat wydawał się eteryczny, zbudowany z oparów zmuszonych do przybrania kształtu. Przetarłem oczy i… I kompletnie nic to nie dało – choć byłem już całkowicie świadomy. Niebieskawe półprzeźroczyste ściany pulsowały rytmicznie przecinane impulsami energii. Uniosłem się z czegoś, co przypominało kabinę ambulatoryjną. Powietrze pachniało ozonem. W pobliżu nie było nikogo jedynie rozmyta sylwetka błyszcząca metalicznym blaskiem.
– Musicie odlecieć…