Wróć do katalogu

Opowiadania z Wieloświata: Pigmalion cz5

Ufff... odleciał

MKP, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

– I w jakim jest stanie, doktorze? – dopytał komandor.

– Nie mam tu nic do roboty: jej odczyty są lepsze niż przed… przed tym, co się stało – odpowiedział Nefat, jakby zamroczony.

Pewnie jego umysł nadal tkwi w lekkim szoku. Nie dziwię mu się; wydarzenia w komorze artefaktu były tak niezwykłe, tak… fantastyczne, że sam czasami odruchowo szczypałem się w ramię z nadzieją na pobudkę w normalnej wersji świata.

– A ślady obcego DNA? – warknął Chen.

– Nie czuję się zapłodniona, komandorze, jeśli o to panu chodzi – oznajmiła z wyczuwalną ironią kapitan Hunsen.

Chen się zarumienił. Brawo Jenny.

– Nie to miałem na…

– Kompletnie nic. – przerwał mu Nefat zapatrzony w pulpit diagnostyczny. – Materiał genetyczny pobrany z kilku miejsc, w tym z krwi, jest stuprocentowo zgodny ze wzorcem w bazie, a skany nie wykazują żadnych anomalii prócz iście doskonałego stanu zdrowia.

Ulżyło mi.

– Czy mogę zatem już wyjść z komory skanującej? – spytała Jennifer znużona kilkugodzinnym badaniem.

– I naprawdę nic pani nie pamięta, pani kapitan? – dopytał dla pewności komandor.

– Tylko coś, co mogę opisać jako zbliżającą się fałdę przestrzeni, potem wybuch i scena, jak maltretuje pan Kurta, komandorze.

– Otwórz komorę, Nefat, a pani, pani kapitan… W razie dziwnych objawów ma pani obowiązek natychmiast zgłosić się do ambulatorium. To jest rozkaz! Doktor będzie monitorował odczyty z implantu medycznego do momentu cumowania w stacji MarsSeed9. Potem czeka go sąd wojskowy.

Czyli jeszcze mu nie przeszło, skoro nawet doktorek nadal jest na widelcu.

– Pan chyba żartuje, komandorze! – oburzyła się Jen.

– Nie! To, co zrobili razem ze Skalskim, naraziło statek i całą jego załogę, więc kwalifikuje się pod są. Niezależnie od intencji.

Z miny odczytałem, że Jennifer zorientowała się, iż teraz nie ma miejsca na dyskusję w tej sprawie.

– Czy mogę mu chociaż podziękować? W końcu ocalił mi życie.

– Patrzy przez kamerę. – Chen wskazał na monitoring, a ja pomachałem do tabletu w celi jak jakiś przygłup. – Błagał, a ja nie jestem potworem. Jutro wydam zgodę na widzenie; tylko krótko! – burknął.

***

– Jeden… dwa… trzy… – liczyłem czerwone błyski kontrolki od więziennej kraty. Miałem nadzieję, że pozwoli mi to zasnąć, ale niestety, galopujące myśli uniemożliwiały odpowiednie wyciszenie.

Przynajmniej Jennifer jest cała, uśmiechnąłem się i przekręciłem na lewy bok; przy okazji odkryłem, że więzienna koja jest tak twarda, jak ta w mojej kajucie. W sumie… jakby przenieść tu meble… byłoby tak samo jak u mnie – no może trochę ciaśniej.

Właz zasyczał, a kontrolka otwarcia zmieniła kolor na zielony. Usiadłem na posłaniu. Skrzydła rozsunęły się wolno. Wyraźny odgłos uderzeń obcasami o posadzkę sprawił, że poderwałem się z łóżka.

– Jennifer! – Z radości rzuciłem się w jej stronę, ale Marines stojący u wejścia do celi ostudził moje zapędy do ciepłego powitania.

Stanąłem niespełna metr od doktor Hunsen. Jenny trzymała w dłoniach tacę wyłożoną czymś, co wyglądało i pachniało jak świeże ciasto drożdżowe. Odruchowo wkasałem koszulę w spodnie, przyklepałem niesforną grzywkę i uśmiechnąłem się delikatnie, mając pełną świadomość, jak niechlujnie wygląda moja nieogolona twarz.

– Cześć, Kurt – pozdrowiła mnie delikatnym, aksamitnym głosem. – Chciałam ci podziękować i… I przep…

– Nie musisz, a nawet nie możesz. Nie przepraszaj. Było warto. – Uśmiechnąłem się wdzięcznie. Oczy pani kapitan zeszkliły się, a ręce zaczęły dygotać.

Zabrałam tacę i odstawiłem na mały stolik.

– Kurt! – Rzuciła mi się na szyję.

Zauważyłem, że wojskowy chciał oponować, ale odpuścił i odwrócił się w drugą stronę.

– Gdyby nie ty i Nefat – kontynuowała – pewnie nie doczekałabym cumowania na MS9. Jest mi tak przykro, że Chen…

– Wsadził mnie do paki? Nic nie szkodzi; nie jest tu tak źle. Żywię też cichą nadzieję, iż zdąży ochłonąć, nim dolecimy do stacji. Wiem z wiarygodnych źródeł, że nie złożył jeszcze raportu. – Puściłem jej oko i radośnie wyszczerzyłem zęby. – Chodź, usiądź na chwilę. – Wskazałem jedyne krzesło, którym dysponowałem. – Jak pewnie się domyślasz, nie mam zbyt wielu okazji, żeby pogadać z kimś sympatycznym. Bez obrazy, Nick! – krzyknąłem do Marines za drzwiami.

Tylko fuknął.

Przysiedliśmy: ja na koi, a Jen przy stoliku. Pani kapitan pokroiła jeszcze ciepłe ciasto i podała mi na talerzyku. Pomimo obłędnego zapachu, jaki roztaczał wypiek, jedzenie nie było mi w głowie.

– Jak się czujesz, Jennifer? Wszystko z tobą w porządku?

– W jak najlepszym. Tak szczerze, to czuje się o wiele lepiej niż przed wypadkiem.

– To bardzo dobrze – przytaknąłem. – Obca AI spełniła obietnicę.

– Ciekawe dlaczego zdecydowała się mi pomóc? – Zamyśliła się i ugryzła kawałek puszystej drożdżówki.

Wtedy mi się przypominało.

Przełknąłem kawałek wypieku – bardzo powoli, ledwie przepychając kęs przez zaciśnięte gardło.

– Zresztą może kiedyś nam powie – dodała Jen i uśmiechnęła się do mnie.

– Kiedyś? – spytałem nieco drżącym głosem.

– Tak, komandor zdecydował się pozostać przy artefakcie, dopóki nie ustalimy źródła tej grawitacyjnej anomalii, która pojawiła się na jednym z pierścieni Saturna. Ponoć sonda dostarczyła niesamowitych dan…

Potworny, kłujący ból wbił mi się w głowę. Świat stracił kontury.

– Kuuurt?

Usłyszałem zniekształcony głos Jen, zupełnie jakbym dryfował zanurzony w głębokiej wodzie, a ona krzyczała z powierzchni. Stłumiony pogłos rozległ się gdzieś na granicy jawy i snu.

– Nick, zawołaj lekarza!

***

Powoli rozchyliłem powieki. Świat wydawał się eteryczny, zbudowany z oparów zmuszonych do przybrania kształtu. Przetarłem oczy i… I kompletnie nic to nie dało – choć byłem już całkowicie świadomy. Niebieskawe półprzeźroczyste ściany pulsowały rytmicznie przecinane impulsami energii. Uniosłem się z czegoś, co przypominało kabinę ambulatoryjną. Powietrze pachniało ozonem. W pobliżu nie było nikogo jedynie rozmyta sylwetka błyszcząca metalicznym blaskiem.

– Musicie odlecieć…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych