Duchy · 5 min czytania
Opowiadanie bez tytułu #1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dwoje starszych ludzi szło ulicą. Byli to Żyd i Żydówka. Ulica była polna, nie stał przy niej żaden dom. Po bokach idący nią ludzie widzieli tylko iglaste drzewa, które nawet mimo słonecznego dnia zlewały się w ciemną materię tak, że nie można było odróżnić konara od konara, korony od korony. Na tej ulicy nigdy jednak nie było słonecznego dnia, wbrew temu, co napisane jest wcześniej. Prawda jest lub była taka, że obojętnie od pory dnia (czy był dzień, czy była noc) ulicę spowijała mgła tak gęsta, że nie widziałeś nic ponad drzewami, a już na pewno nic przed sobą. Kiedy wszedłeś w tę ulicę, musiałeś tylko iść przed siebie. Choć chciałoby się zawrócić, nie można było. Przed oczami majaczyły różne odcienie szarości, tak zniewalająco piękne w swej brzydocie, że hipnotyzowały wszystko.
Drzewa po prawej stronie się kończyły, droga również skręcała w prawo, ale las na lewo ciągnął się dalej i nie było widać jego końca. Jak tylko obróciło się w prawo, patrzyło się na śnieżnobiały dom w typowym amerykańskim stylu z lat .50, tyle że budynek był większy niż przeciętne domy i zawsze ładnie zadbany. Na żadnej z jego ścian nie schodziła farba, nigdzie nie kruszył się tynk, dom wydawał się być umarłym, ale mimo to wiedziało się, że ktoś w nim mieszka. Dach domu był ciemny, bo inaczej tego koloru określić nie można. Zachodziło się na tył domu, przodu i jednego boku w ogóle nie było widać, bo pokrywały je drzewa i otaczała mgła. I choć nie widziało się nic poza wysokim żywopłotem, wiedziało się, że znajduje się na końcu opuszczonego osiedla. W myślach słyszało się nawet skrzyp metalowej huśtawki na sąsiednim podwórzu.
I jak tylko robiło się za mrocznie, wnet całe otoczenie jaśniało. Słońce nie wschodziło nigdy, ale mgła nabierała koloru tak jasnoszarego, że prawie graniczył on z bielą i oświetlał wszystko, co było wokół. Wtedy można było zauważyć, że temperatura nie jest ani zbyt niska, ani zbyt wysoka, choć z całą pewnością nie była pokojowa. Trawa miała kolor zieleni zmieszanej ze złotem i brązem, przez co w ogóle nie można było określić, czy jest lato, czy jesień. Wyglądała na taką, która nie da się zwyczajnym porom roku i chciała pokazać, że ona jest ponad tak trywialne określenia jak „jesień” albo „lato”.
Dwoje starszych…