Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

Opowiadanie o Bogu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Miałem taki sen.

Proszę sobie to wyobrazić tak jak ja to sobie wyobraziłem. Zupełnie tak samo. Bez zbędnych dodatków. Bez dopowiadania i bez drugiego dna. Nie będzie tu potrzebne zastanawianie się nad pointą. Nie będziecie musieli wysilać się, by zrozumieć. Wystarczy tylko wygodnie usiąść i wyobrazić sobie błękitne niebo. Niebo błękitne bez żadnej chmurki. Już? To świetnie. Teraz wyobraźcie sobie tak samo błękitne morze. Albo lepiej - zupełnie błękitny ocean. Każdy zna ten widok - błękitna bezkresna równina wody. Bez fal, bez żadnych zakłóceń w tym cudownym obrazie. Jest? Cieszę się. Więc idziemy dalej. Do tak pięknego wyobrażenia należy dołączyć świadomość, iż ocean ten oblewa całą, calutką, ziemię, a niebo towarzyszy mu nad każdą milą morską. Zrobiło się dziwnie? Wiem, ale za to jak cudownie! Dobrze. A teraz niespodzianka. Teraz wasza wyobraźnia pokaże mnie. Ja. Szymon. Każdy wyobraża sobie mnie tak jak mnie sobie wyobraża, więc każde z tych wyobrażeń będzie dobre. I jak? Podobam się? Ładne ubranie? Włosy dobrze ułożone? Zakola większe, czy mniejsze? Odpowiedzi znacie. Dodam tylko, że twarz moja wyraża lekkie zdziwienie. Może powiem lepiej - zdezorientowanie. Zdziwiony i zdezorientowany! Ach, widzę, jak setki wyobraźni tworzą mnie zdziwionego i zdezorientowanego! Zdziwionego i zdezorientowanego z zakolami! Zdziwionego i zdezorientowanego z włosami! I w dodatku w ubraniu! Po krótkiej przerwie na sprawdzenie własnego stanu za pomocą lustra, co co wnikliwsi od razu wyobrażą sobie jako nagłe zerwanie się mnie z łóżka, w którym to piszę, nagłe wybiegnięcie z pokoju, prawie natychmiastowe dopadnięcie lustra łazienkowego, gdzie najlepsze oświetlenie nie oszuka i pokaże całą prawdę i tylko prawdę oraz szybki powrót do sypialni z obowiązkowym sykiem spowodowanym uderzeniem małego palca w któryś z miniętych kantów mogę kontynuować opowieść dodając kolejne szczegóły umożliwiające spokojne wyobrażanie. Otóż teraz wyobrażamy mnie stojącego na żwirowej ścieżce. Dokładnie takiej, jaką sobie wyobrażacie. Ścieżka umieszczona jest na niewielkiej wyspie. Takiej lekko wypukłej, na której zazwyczaj rośnie palma. Już? To świetnie, jednak teraz nastąpi mała zmiana. Wymazujemy palmę. Palma znika, a na jej miejscu staje wieżowiec o stu piętrach. Ale niezupełnie taki, jakiego chcecie sobie wyobrazić. O nie. Ten wieżowiec jest inny, niż wszystkie wieżowce dotychczas przez was widziane. Jaki więc jest? Błękitny. Widzicie błękit. Prawie tak samo błękitny jak wszystko wokół. Prawie. Różnicą jest to, że nie odbija światła. Przez niego światło przechodzi na wylot, a my, podążając za przechodzącym na wylot światłem możemy spokojnie zobaczyć, że jest on jakby... pusty. Pusty? Tak, pusty. W środku jakby nic nie było. Jakby nie było ludzi, mebli, ścian i podłóg. To znaczy podłogi i ściany są, ale wydają się przeźroczyste. Wszystko w nim wydaje się przeźroczyste. Ten wieżowiec wygląda ni mniej ni więcej jakby go zbudować z olbrzymich szklanych tafli układanych tak, jak domki z kart. Pięknie, nie uważacie? Dobrze. Teraz kolejne szczegóły. Stoję przed wieżowcem, ale nie stoję przed nim sam. Są ze mną inni ludzie. Mężczyźni. Mężczyźni w garniturach. Dwóch ma czarne okulary i wygląd dobrze zakamuflowanych ochroniarzy, natomiast jeden, który stoi obok mnie wygląda na zmęczonego. Niewyspanego. Oczy podkrążone, bladość, kilkudniowy gęsty zarost. Prawie zapuszczona broda. Spoglądając na garnitur od razu poznaję, że musiał w nim spać. Jest wymięty, pognieciony. Ale nie brudny. I na pewno nie stary. Mężczyzna uśmiecha się do mnie. Uśmiecha się uśmiechem dobrego człowieka. Nie za szerokim. Może lekko dobrotliwym. I zmęczonym. Następnie kiwa lekko głową. Jakby się witał. A do mnie zaczyna docierać, że jest on kimś ważnym. Kimś naprawdę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowiadanie o Bogu — czytnik · opowiadania