Inne · 3 min czytania
opowiadanie o poecie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obudził się jeszcze przed północą Jak zwykle to sen go zbudził Dopił więc piwo Poszedł zapalić Jest już gotowy na koszmary Obudził się drugi raz Był już poranek By kaca nie mieć wyciągnął butelkę Bez celu w wielkim bezsensie Wykonał obowiązki dnia powszedniego Posiedzi w domu choć trochę Melancholii mu brakuje Gdy się nasycił zapragnął cierpienia Musi więc wyjść i zaczerpnąć Jej jest najwięcej w powietrzu miasta W oczach przechodniów W problemach bliskich Krzykach, pretensjach i łzach Ulice są tego pełne On jedynym który to chłonie Pompuje balon tragedii Chowa go szczelnie we własnym wnętrzu Pilnuje lepiej niż portfel To jego bogactwo W tłumie burdelu dostrzega niewiastę Naprawdę piękną Tonie w jej oczach Siedzi tak sama w zieleni parku Nerwowo przechyla flaszkę Dosiada się do niej częstuje fajką Ona go wódką Poznają się Opowiada że zdradził ją chłopak On obejmuje ją ramieniem Śliczna płacze nie może zrozumieć Przecież tyle mu dała Szkoda że nie, że w tym momencie Drugi raz wykorzystana Poeta czerpie od niej cierpienie Chłonie jej łzy Wysysa żale Teraz mowa o trudnym dzieciństwie Pijaństwie, biciu i pogardzie Płacząc zasypia…