Inne · 3 min
sznajderusObudził się jeszcze przed północą
Jak zwykle to sen go zbudził
Dopił więc piwo
Poszedł zapalić
Jest już gotowy na koszmary
Obudził się drugi raz
Był już poranek
By kaca nie mieć wyciągnął butelkę
Bez celu w wielkim bezsensie
Wykonał obowiązki dnia powszedniego
Posiedzi w domu choć trochę
Melancholii mu brakuje
Gdy się nasycił zapragnął cierpienia
Musi więc wyjść i zaczerpnąć
Jej jest najwięcej w powietrzu miasta
W oczach przechodniów
W problemach bliskich
Krzykach, pretensjach i łzach
Ulice są tego pełne
On jedynym który to chłonie
Pompuje balon tragedii
Chowa go szczelnie we własnym wnętrzu
Pilnuje lepiej niż portfel
To jego bogactwo
W tłumie burdelu dostrzega niewiastę
Naprawdę piękną
Tonie w jej oczach
Siedzi tak sama w zieleni parku
Nerwowo przechyla flaszkę
Dosiada się do niej częstuje fajką
Ona go wódką
Poznają się
Opowiada że zdradził ją chłopak
On obejmuje ją ramieniem
Śliczna płacze nie może zrozumieć
Przecież tyle mu dała
Szkoda że nie, że w tym momencie
Drugi raz wykorzystana
Poeta czerpie od niej cierpienie
Chłonie jej łzy
Wysysa żale
Teraz mowa o trudnym dzieciństwie
Pijaństwie, biciu…
bez ocen