Komedia · 4 min czytania
Opowieść mrożąca krew
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Padał deszcz... Wiesiek nie lubił szpitali. Miejsca gdzie miano do czynienia z krwią przyprawiały go o zawroty głowy i mdłości. Nawet wizyta u znajomego dentysty była dla niego nie lada przeprawą... Lecz teraz... Z nerwowym uśmieszkiem po którym - w okół warg -spływały krople wiosennego deszczu przypowmniał sobie kiedy całując swoją żonę Irenę składał uroczystą przysięgę "Obiecuję, złotko, że zrobię wszystko...". Musiał iść, wszak czyż nie to przyobiecał żonie? Nagle przerażająca myśl przyszła mu do głowy: "A co, jeśli za późno?..." Padał deszcz. Wiesiek przyspieszył kroku. Teraz z pełną determinacją, sapiąc i parując rozgrzanym oddechem spod kaptura kurtki którą kupiła mu Irenka, gnał przed siebie. Niczym statek który metalicznym szpicem dzioba tnie fale które pogrzebały tysiące ludzkich istnień tak on szedł stawiając czoła kroplom deszczu, deszczu który miał zmyć jego poczucie winy... Tak, bowiem wciaż... Padał deszcz. Wielka twarz na czubku bialego kitla ze spokojem wpatrywała się w roztrzęsionego Wieśka. Ten, zmachany, zgrzany, wykończony wyścigiem z czasem, stał ociekając deszczem, kto wie (?) może posród kropel słoty były i jego własne łzy? Z przerażeniem zauważył na rękawie kitla drobne plamy krwi. Czuł, że nogi sią pod nim uginają... - No i jak? Zapytał nieśmiało. - Ehhh... Westchnęła wielka twarz - Nie za dobrze. Nie udało się uratować nerek. Przykro mi - to powiedziawszy spuścił ze smutkiem wzrok. - Ja.. ja nierozumiem.... Zaczął nerwowo sapać Wiesiek... - Przykro mi, mieliśmy piekielny ranek. przywieźli…