Psychologia · 3 min czytania
Opowieśc o Pustelniku
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W pewnym małym miasteczku, w którym wszyscy się znali, żył starszy mężczyzna. Aldamar było mu na imię. Nikt nie wiedział, skąd takie dziwne imię nosił. Nikt bowiem z nim nie rozmawiał. Do nikogo się sam też nie odzywał. Stronił od ludzi. Każdego poranka, nim słońce wstało, Aldamar udawał się na najwyższą górę w mieście. Najstarsi mieszkańcy nie pamiętali, kiedy Aldamar pojawił się pierwszy raz w miasteczku. Pewnego dnia przyszedł z jednym małym zawiniątkiem i tak już pozostał. Brodaty starzec budził powszechne zdziwienie wśród mieszkańców miasteczka. Dzieci biegały za nim, wyzywając Aldamara od nędznika. Aldamar mijał ich i ze spokojem szedł przed siebie. Aż do wschodu słońca siedział na gołej ziemi. Nie straszne mu były chłody, śniegi, burze i skwar. Słońce wschodziło, a On wznosił swe ręce ku niemu, jakby chciał je pobłogosławić. Zawsze miał przy sobie swoje małe zawiniątko, w którym trzymał pogniecioną żółtą książeczkę, pisaną jakby po hebrajsku i mały krzyżyk, na którym widniał zamazany już napis po łacińsku.
Słońce oświetlało całe miasteczko, a Aldamar udawał się do starej chaty na zboczu góry. Sam ją zbudował. Tego samego dnia, kiedy stanął na tej ziemi. Drwale z pobliskiego lasu nie protestowali, kiedy zabrał im parę desek. Nikt nigdy nie odważył się zajrzeć do jego chaty. Ludzie starsi przyzwyczaili się do Aldamara i tolerowali tego dziwaka, sami Go tak nazywając. Zwierzęta ze strachu schodziły Mu z drogi. A Aldamar był przecież takim samym…