historia · 6 min czytania
Opowieść Wigilijna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wigilia. Martyna szła opustoszałą ulicą. Śnieg trzeszczał jej pod nogami, a mróz szczypał ją w twarz i w ręce na których nie było żadnych rękawiczek. Rozejrzała się do okoła. Już we wszystkich domach zaczęła się wigilijna kolacja. "A u nas nawet nie ubrali choinki". Ta myśl przemknęła przez jej głowę chyba setny raz dzisiejszego dnia. Oczywiście choinkę mogłaby ubrać sama, gdyby tylko wyskrobała trochę pieniędzy. Matka obiecała, że w tym roku nie zawali, ale kilka dni temu oznajmiła, że nie będzie w tym roku świąt, bo nie ma pieniędzy. "Ale na fajki i alkohol to są pieniądzę!". Łzy zaczęły spływac po jej policzkach. Ma 17 lat i nie pamięta ostatnio obchodzonych świąt. "Ile miałam lat? 5?! 6?! A może nigdy w moim domu nie było Wigilii?" Biła sie ciągle z myślami. Z zazdrością sluchała opowieści koleżanek o swoich wspaniałych prezentach. "A ja co roku dostaję pusty stół i pokój bez choinki...". Przysiadła na jakimś zimnym murku. NA przeciwko niej znajdował sie pewnien dom. Spoglądała z uwagą w okna domu. Miała widok na salon, gdzie rodzina dzieliła się opłatkiem. NAstępna złota łza spłynęła po jej policzku. Wstała i nie odrywając wzroku od czubków swoich butów ruszyła dalej. Mróz siekł jej twarz. Weszła do parku. Codziennie siedziało tu pełno osób, nawet w taki mróz jak teraz, w nocy w dzień... Ale nie w Wigilię. Usiadła na jakiejś ławce i zaczęła rozmyślac o dzisiejszym dniu. Z krainy myśli wyrwał ja odgłos kroków na śniegu. Spojrzała w stronę skąd pochodził dźwięk. W słabej poświacie światła dojrzała idącą postać. Ten ktoś zatrzymał się i chyba patrzył w niebo. Ruszył dalej śmielszym krokiem. Zdawał się nie widzieć Martyny, chociaz niedaleko znajdowała się lampa i było wystarczająco widno, by dostrzec osobę siedzącą na ławce. Jednak osoba zatrzymała się, a raczej zatrzymał, obok ławki.Wpatrywał się w Martynę. - Mogę usiąść? - zapytał trochę zachrypniętym głosem. - Tak, proszę... - odpowiedziała dziewczyna i przesunęła się w prawo. - Nie na Wigilii? - zapytał. - Nie, a ty? - odpowiedziała pytaniem. - Ja tym bardziej nie. Mieszkam sam, nie mam już rodziny... Z kim mam być? - Martyna nie cieszyła się z sytuacji chłopaka, ale w głębi duszy czuła iskierkę radości, że nie tyko ona nie obchodzi świąt. Spojrzała na chłopaka. Nie miał czapki, a jego włosy były ułożone we wszystkie strony. - Jak masz na imię? - Zapytała Martyna. - Janek - - Martyna - wyciągnęła rękę i Janek ja uścisnął. Mimo mrozu, jego ręka była ciepła. - A dlaczego tu tak marzniesz? - - Bo jest zimno... - Martyna chciała, żeby to zabrzmiało trochę żartobliwie, ale wyszła…