Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 5 min czytania

Opowieści o Agatarze - As'amath Ven'Meine - Zamek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Opowieści o Agatarze”

„As’amath Van’meine - Zamek Innych Ludzi”

Wielki szary wilk, z wielką gracją wspiął się na szeroką półkę skalną, powyżej niego. Usadowił się wygodnie i czekał. Po chwili zdały się usłyszeć ciche chrobotania pazurów o kamień. Stary wilk kiwnął głową aby drugi przysiadł obok niego. Był to jeszcze młody wilk. Czekali jeszcze chwile na inne wilki, które w końcu przyszły i zajęły całą półkę. Całe stado wilków. Chmury nagle rozwiały się, ukazując księżyc świecący pięknie i mocno. Był w pełni. Drapieżnicy zawyli chórem. Echo wycia odbijało się od potężnych grani, ścian górskich i lasów. Szybko przebyło kotlinę wypełnioną nieskalanymi matecznikami, znajdującą się bezpośrednio pod półką, i powędrowało dalej. Dalej, przez dalekie przełęcze górskie, wykroty, jary i wzgórza. Rosło nad ścianami surowych skał i łagodnie opadało z przepaścią. Bum! Bum! Bum! Echo obiło się z trzaskiem o surowe kontury twierdzy. Jakiej twierdzy?! Na tym zasranym pustkowiu?! Twierdza?! Idiotyzm. Bum! Bum! Bum! Niczym obuch, echa waliły taranem w granitowe mury. Zdawało się, że kamień na chwilę ustąpi mocy wycia i osunie się z trzaskiem. Serca strażników truchlały, a twarze robiły się blade. Bum! Bum! Bum! Stary wilk błysnął ślepiami, rozwarł paszczę i zawarczał. Wnet wszystkie osobniki wzięły od niego przykład i rozpoczął się straszliwy koncert. Straszny, ponieważ na instrumentach grali wilcy. Stroszyły się ich piękne sierści, i błyskały ostre jak brzytwa pazury. Echo stokrotnie wzmagało warczenie, a chrobot kamieni i szum jaki powodowały, napawał strachem. U podstawy skały rozległy się odgłosy stukotu kopyt. Drapieżnicy rozluźnili nieco struny głosowe, i wpili swe mordercze, świecące w ciemnościach oczy w wykrot, w którym zaraz miały pokazać się jeźdźcy. Jeden, dwa, trzy, osiem, dwanaście... Stary wilczar doliczył się dwudziestu dwóch konnych. Wiedzieli, że są w niebezpieczeństwie, zanim znaleźli się w wykrocie. Że zaraz na ich karki może spaść cicha jak westchnienie śmierć. Śmierć nie spadła. Wiedziała dobrze, że zanim musnęłaby chociaż skórę konnych jeźdźców, zanim zdążyłaby się dobrze zamachnąć kosą... Nie miałaby czym trzymać kosy. I to w najłagodniejszym przypadku. Wreszcie ukazali się. Jechali trójkami w rzędzie. Dumni i wyprostowani. Potężne ogiery, zdawały się być smokami, z których chrapów bije gorąca para.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowieści o Agatarze - As'amath Ven'Meine - Zamek — czytnik · opowiadania