Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 8 min czytania

Opowieści z średniowiecza: "Skurwysyństwo&quo

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Opowieści z średniowiecza: "Skurwysyństwo"

Przez spokojny i cichy dziedziniec miasta przebiegł straszliwy, rozdzierający krzyk dający naprawdę wiele do myślenia, i stwarzał tyle samo pytań co odpowiedzi. Taki krzyk bowiem nie rozlegał się na co dzień. Był to krzyk cierpienia, mordu, bestialskości i śmierci. Tak, dokładnie dobrze się domyślasz, drogi czytelniku. Postrzępiony wybrańca hałastry i miejskiej prawej sprawiedliwości był prowadzony na wielki, zbudowany z drewna podest. Wyraz twarzy „zbrodniarza”, niewątpliwie słusznie skazanego była nad wyraz jasna – mieszanina oszustwa, bezradności, smutku i bezgranicznego krzyku, który teraz tocząc się po stłoczonym placu był niczym w porównaniu do tego, który rozdzierał jego serce i umysł. Sama konstrukcja kaźni była wymyślnie przemyślana. Długa na co najmniej czterdzieści łokci, wysoka na dwa sążnie i tyleż szeroka. Epicentrum tego miejsca stanowił rzucający się w oczy, zaprzęgnięty w parę wołów ostry pal. Na widok narzędzia, serce skazańca niemalże wybuchło w ostatnim akcie desperacji i ratunku. -Aaaaaaaaaaaa! – co i rusz krzyczały zdrętwiałe od napięcia wychudłe szczęki. – Aaaaaaaaaaa! Na deskach ustawieni byli w nienagannym i równym rzędzie: dwaj kapłani z długimi czarnymi tonsurami i wygolonymi łbami, dwaj oprawcy pełniący rolę „czarnej roboty” oraz wieśniak. Znaczy się wiarygodne, pełnomocne i oczywisty świadek. W skrócie: oskarżyciel-donosiciel-skurwysyn. - Milcz pogański pomiocie – Jak dzwon, po placu przebiegł basowy głos kapłana, wcale nie charakteryzującego się pełnią celibatu, wstrzemięźliwości w popędach, jedzeniu i piciu. – Przyznaj się do ostatecznej kary, do przewinienia, które w tym zgromadzonym ludzie wywarło tak wielką odrazę twego istnienia, piwożłopie! Dla podkreślenia swojej wagi obecności, kapłan kazał się nagle podnieść klawiszom i tak zasiadłszy, głosić dalej począł: - Ty szarańczo, belzebubie, innowierco, giaurze i bezecniku! Ty, który jeszcze nie dawno głosiłeś słowo Jedynego, przyznając się do niego, jako jedynego bóstwa i wiary. Ty, który kładąc się spać obok swej paskudnie zaropiałej żony, myślałeś o młodej i powabnej córce młynarza! Na tak poważne zarzuty, zgromadzona swołocz wybuchła wielkim rykiem, przypominającym na myśl dzikie stada gnu w środkowej Afryce. Prowadzony na podest skazaniec został obsypany dziesiątkiem warzyw, butelek, drewnianych misek, kamieni, opluty i zbity jak pies wciąż włóczył się z ociąganiem. - Pytam raz więc jeszcze – znów zagrzmiał kapłan, a na placu zrobiła się względna cisza. – Przyznajesz się do popełnionego czynu?! Czy ten oto wieśniak, imieniem Alle, który jest prawym wyznawcą Jedynego, który nie szuka bałamuctwa u obcych rodzin, który nie przywdziewa się w cudze sukmany, w końcu ten, który nie kradnie i nie pyszczy do szlachty, wnosi słuszne oskarżenie?! Tłum znów zawył jednogłośnie popierającym kapłana głosem. Prawda, poparliby nawet fakt, że drugi kapłan już od dłuższej chwili wpatrywał się łakomym wzrokiem w piękną, wspomnianą córkę młynarza. Nie ukryliby też faktu, że pomiędzy pachwinami kapłana, tonsura dziwnie się prostuje i tworzy swojakiego rodzaju wybrzuszenie Ślęży. Zaraz, zaraz. Powróćmy do materii. - To nie ja! To nie ja! Jestem niewinny! Proszę święte oficjum! Łaski, miłosierdzia, korzę się, korzę! – Głupi wieśniak-obdarciuch nadal upierał się na swoim. Niestety kolejność wydarzeń w życiu nie jest taka, jak być powinna. Nie zawsze największy wojownik wygrywa walkę, lecz tak należy ją obstawiać. Nie w tym przypadku, gdzie nie dominowała prawość, lecz zwykła głupota. - Na Święte Oko! – zagrzmieli obydwaj kapłani. – Ten, którego dziś składamy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%