Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 11 min czytania

oprawca

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kamienne, zimne schody spowite półmrokiem pięły się ku górze wieży. W milczeniu przyjmowały ciężar małych stópek mknących ku miejscu schadzek. Choć dziewczę wysokiego rodu, biegło boso, słychać było tylko szum sukni. Z obawą w oczach i szczęściem na ustach oglądała się raz po raz za siebie by upewnić się, czy nikt za nią nie podąża. Oczy pana męża zbyt badawczo i często patrzyły za nią. Czyżby odkrył jej tajemnicę? Bała się go, gdy zostawali sami, unikała jego wzroku, niezręcznych pytań. Zapominała o strachu w ramionach kochanka. Dla paru chwil była w stanie znieść wszystko. W wieży było cicho i ciemno. Przez wybitą szybę wdzierało się chłodne, jesienne powietrze przyprawiając ją o dreszcze. W dachu brakowało kilku dachówek, przez dziury widać było granatowe niebo usiane milionami gwiazd. Bezwstydny i ciekawski księżyc, jak w każdą bezchmurną noc, podglądał uściski i pocałunki zakochanych. Stanęła pośrodku pomieszczenia i znieruchomiała. Wokół panowała tylko cisza. Strach załopotał jej sercem. Zakurzone, zapomniane meble w księżycowej poświacie stały nieruchomo. Szukała ruchomego cienia… - Marysiu…- usłyszała szept. Odwróciła się w stronę głosu. Głosu ciepłego, upragnionego, kochającego ją. BYŁ. Jak zawsze wyciągnął do niej ramiona, w których bez wahania skryła się przed całym światem. - Tak się bałam. Czuła się bezgranicznie szczęśliwa w jego ramionach. Chłonęła każdą słodką chwilę, jakby przeczuwała, że ktoś chce zabrać jej szczęście. Tak, jakby to spotkanie miało być ostatnim. - Tak się cieszę, że jesteś. Wiem, że narażam cię. Przepraszam, ale nie mogę bez ciebie żyć. Egoista ze mnie. - Oboje narażamy się, ale jak inaczej możemy się spotkać? Od kiedy zostałeś przeniesiony do innego majątku, nie mamy szans by zobaczyć się choćby przelotem. - Byłoby bezpieczniej, gdybyśmy się nie widywali. Boję się, że on zrobi ci krzywdę, gdy tylko się dowie. W najgorszym przypadku już wie… - Nie mówmy o tym. Najważniejsze jest tu i teraz. Delikatnie ujął jej twarz w dłonie i złożył na jej ustach delikatny pocałunek. - Boję się… boję, że któregoś wieczoru nie będzie cię tu, że zginę w którejś bitwie i nie będzie mnie, gdy będziesz mnie potrzebowała… - Ciiii… - I modlę się do Wszechmogącego by ukatrupił twego męża. - Ciii, tu nawet ściany mają uszy – rzekła szeptem. - Kiedy ja już nie mam sił by żyć bez ciebie. Gdyby on wreszcie zdechł zabrałbym cię do naszej wsi, zrezygnował bym ze służby, zajęlibyśmy się uprawianiem ziemi. - Powstrzymaj swoje marzenia. Pewnych przeszkód nie jesteśmy wstanie pokonać. Poślubiłam potwora by ratować swoją rodzinę, wyrwać ich z nędzy. Wszystkich zabił głód i ospa. Mój mąż nic nie zrobił by ich ratować, a ja nie byłam w stanie nic zrobić by unieważnić to małżeństwo. On nie pozwoliłby mi unieważnić małżeństwa, bo gdyby to było możliwe, dawno bym to zrobiła. Ale on prędzej by mnie zabił niż pozwolił na coś takiego. - Gdyby ucieczka rozwiązała wszystkie kłopoty… - Wiesz, że to nie możliwe, znajdzie mnie wszędzie i zabije własnymi rękoma. - Czasami myślę, że tylko śmierć uwolniłaby cię od niego i połączyła nas. - I ja tak sądzę, ale nie wolno nam o tym myśleć. Wszechmogący dał nam życie i tylko on może nam je odebrać. Każdy z nas ma swoją misję, musimy wypełnić ją do końca. - Ale jaką misję może mieć twój mąż? Gnębienia ciebie i wszystkich wokół siebie? To szatan w ludzkim wcieleniu. On nie jest godzien by żyć. - Nie nam o tym sądzić. Musimy czekać. - Na co? On niszczy wszystko wokół siebie, niszczy ciebie. Musimy coś zrobić. Uciec stąd na koniec świata. - Dobrze wiesz, że to tylko marzenia. Wybacz mi, ale muszę już wrócić do komnat… - Nie, dlaczego… zostań jeszcze chwilę, upłynie wieczność zanim znowu cię zobaczę… - Mój mąż do obiadu wypił mniej wina niż zazwyczaj, jego poobiednia drzemka będzie krótsza niż zwykle, lepiej żebym była obok niego jak się zbudzi. - W chwilach naszego rozstania mam chęć iść z toba i zabić go, poderżnąć mu gardło jak zarzynanej świni, a potem powiesić go głową w dół, żeby wykrwawił się. - Ciii – przytknęła palec do jego ust.- Nie wolno mówić ci takich rzeczy, bo nie tylko my słyszymy te słowa. Idę zanim twoje usta powiedzą coś jeszcze, do zobaczenia… Musnęła jego usta swoimi drżącymi z przerażenia ustami i nie czekając na jego słowa wyszła z pomieszczenia, zbiegła zimnymi, kamiennymi schodami, włożyła pantofle i zaczęła biec w stronę komnaty. Serce ze strachu waliło w piersi niczym dzwon. Miała złe przeczucia. Przerażenie paraliżowało jej nogi, suknia spowalniała ruchy. Drżącą ręką nacisnęła mosiężną klamkę. Wielkie drewniane drzwi skrzypnęły. W komnacie paliły się tylko trzy świece tuż przy łożu, które było puste. Spóźniła się. Gdzieś w zamku szalał jej mąż szukając jej, tego była pewna. Szukał jej po to, by rozszarpać na oczach innych, pokazać jak giną niewierne kobiety. Nie wątpiła w to, że o wszystkim wiedział. Niejednokrotnie dawał jej to do zrozumienia, a ona to zbagatelizowała, a tym samym naraziła swoje życie i życie ukochanego. Wielki drzwi komnaty skrzypnęły i zamknęły się. Przerażona obejrzała się za siebie. Nie myliła się. Została osaczona. Pchnął ja na ścianę i stanął tuż przed nią z ironicznym uśmiechem na twarzy, z uśmiechem na widok którego sztywniała z przerażenia.. - Gdzie byłaś dziwko? O ile mnie pamięć nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%