Fantastyka · 7 min czytania
Oś czasu - Rozdz. I - Ja, rebeliant.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Śnię...
Oto wiatr, którego nadejścia nie można się spodziewać, ani końca przepowiedzieć. Krzyczący czerwienią pierwiastek chaosu, pośród świata - szarej układanki oczytanych głów, szaleńców mających odwagę wyznaczyć wszelki koniec i początek. Swym spróchniałym zimnym palcem, do którego spływa wszelka wiedza skostniałego umysłu, zamykającego ogrom wszechświata w ramce od kiczowatego obrazu nad biurkiem.
Oto chaos i nieporządek, wyczekiwany jak kropla deszczu na pustyni, oto zagadka i nieodgadnienie. Głębia i światło, naprzeciw pustki i ciemności. Albowiem nieogarnięte jest to, co wyłożone w księgach, a nieodgadnione, co piękny umysł nazwał regułą. Oto wiatr, którego nadejścia nie można się spodziewać, ani końca przepowiedzieć..
Kilka oddechów, zanim jeszcze otworzę oczy, gdy wspomnienie minionego snu tli się jeszcze w głowie. W takich chwilach dalekie bajeczne krajobrazy pod powieką tłumią choć trochę wielki ból serca. Nie na długo niestety, bo gasną chwila po chwili jak jednosekundowe, piękne motyle. Jak miraż na pustyni, co zwodzi spragnionego i daje mu złudną nadzieję.
Część 22 / 2
Tuż za koniecznością wstania z ciepłego jeszcze łóżka, rodzą się w mojej głowie inne pieprzone oczywiste konieczności, pierwsze pozycje planu dnia. Albo inaczej - nie rodzą, lecz budzą - stworzone chyba przed pięćset laty, na potrzeby moich pradziadków i ich potomnych. Stworzone więc nie przeze mnie, bo zwykły człowiek nie jest w stanie w czasie jednego swojego życia tylu tych bzdur wymyśleć. Kim jest ten Pan dusz, umysłów, sumień i myśli, który ułożył tę straszną maszynę? Kimże ja przy nim jestem? Tylko zwykłym maluczkim obserwatorem, któremu jedynie uśmiech losu sprawił, że w głowie tli się jeszcze tak mała skierka świadomości. Kim jest On?
Codziennie, aż do dnia wczorajszego, byłem dumny. Zręcznie konstruowałem przepis na udany początek dnia, popołudnie i wieczór. Uzupełniałem po kawałeczku piekielną układankę oczywistości i przyziemności, układankę powieloną przedtem po stokroć tysięcy. Skąd ta myśli w głowie, że mój plan najbliższego życia zapewne nie odbiega od Schematów innych, mniej lub bardziej poczciwych ludzi? Skąd ta myśl na Boga, w którego jeszcze wierzę? Skąd świadomość, że myśli, rzeczy i uczynki, codziennie na nowo układane są w niemal identyczną mozaikę? A radość z tego, że złożyło się coś nowego, bezpowrotnie znika w nocy, zasysana przez ból mojej duszy?
Schemat, drodzy przyjaciele, jest koniecznością - tak mówią gadające głowy, gdy tylko otwieram oczy. To Jeden Wielki Słuszny Porządek, z którego siłę czerpią miliony. Bo gdyby nie on, ludzkość rozpełzłaby się po wszystkich zakamarkach tego świata, w pustce, otchłani i anarchii. Mój rozum zazwyczaj każe temu wszystkiemu wierzyć, gdzieś tak po pierwszej porannej kawie. Poddaję się i zasypiam. Gdy patrzę przez okno i widzę kolejnego pijanego ciula, który właśnie pada twarzą w beton, cieszę się nawet. Wiem, że mój Schemat obroni mnie przed tym i wtedy nawet dziękuję wszystkim piekielnym siłom, które go stworzyły. Skąd wiem, że On żywi się myślami ludzi, którzy tłumiąc głos swego serca, oddają mu pokłon? Że to jest jego taktyka -