Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

edukacja · 6 min czytania

osobista historia naturalna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kiedy chodziłem do szkoły wpajano mi pogląd, że geny służą nam do rozmnażania. Potrzebowaliśmy ich, żeby jakoś przekazać kolejnemu pokoleniu informacje o tym, jak ma się skonstruować z niepozornych jednokomórkowych zygot. Geny wydawały się niezbędne - musiał przecież być jakiś nośnik dla dziedzicznego przekazu. Używał ich nie tylko zielony groszek w doświadczeniach Mendla, ale także nasi rodzice; męcząc się po nocach zamiast spać, ulegali dziwacznej manii, dla dobra gatunku oczywiście, aby nie wyginął, jak to stało się w przypadku mniej rozważnych mamutów. Dobro gatunku wyjaśniało nie tylko jakże chrześcijańskie poczucie seksualnego obowiązku, ale także nadawało szerszy sens życiu społecznemu, uzasadniało poświęcenie jednostki dla socjalistycznej ojczyzny, czyn społeczny i nacjonalizację dóbr. Najwyraźniej poddawano mnie indoktrynacji ze strony zarówno państwa jak i Kościoła. Jednak trudno jakoś było w to uwierzyć w sytuacji, gdzie każdy wokół postępował nad wyraz samolubnie, bezczelnie wpychając się do kolejki po papier toaletowy, zwiększając swój stan posiadania i poprawiając swoje samopoczucie nawet kosztem innych. Hipoteza egoistyczna znacznie lepiej wyjaśniała postępowanie jednostek, a także życie społeczne będące ich wypadkową. Hipoteza dobra gatunku jest nie do utrzymania również z punktu widzenia teorii gier, jako kolejny przykład wspólnego dobra, którego każdy chce się nachapać, dając od siebie możliwie jak najmniej. Wtedy nie miałem o tym pojęcia, twierdziłem więc, że naszym celem jest osiągnięcie osobistej przyjemności, satysfakcji, szczęścia, nawet w przypadku oczywistego altruizmu, jakim jest na przykład wychowywanie dzieci. Własnych dzieci. Jest w tym oczywiście jakaś logika, ale na jednej tylko płaszczyźnie – naszej psychiki. Tak mi się spodobało takie rozwiązanie kwestii, że nie byłem w stanie zaakceptować innej tezy, która nasunęła mi się pewnej wiosny w czasie wyjątkowo licznej rójki chrabąszczy majowych. Intrygowała mnie niezgodna z moim własnym poczuciem rozsądku historia życia tych owadów. Pozostają one pędrakami przez cztery lata ryjąc w glebie i dokonując znacznych szkód w uprawach żywności i drewna, żeby potem na kilka tygodni przyjąć uskrzydloną formę, kopulować, złożyć jaja i umrzeć. Już sformułowałem narzucającą się tezę, że naszym celem (tak jak i chrząszczy i wszystkich innych organizmów) jest reprodukcja, jednak jakoś nie potrafiłem wyciągnąć z tego głębszych wniosków, a nawet zapamiętać jej na dłużej. Nadal wierzyłem w przyjemność, satysfakcję, szczęście, gdy tymczasem prawda leżała tak blisko. Najwyraźniej była zbyt…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
osobista historia naturalna — czytnik · opowiadania