Melodramat · 7 min czytania
Ostatnie widzenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{font:verdana}Patrzył na jej nienaturalnie bladą twarz, lśniące, ciemne włosy, delikatne dłonie... Nie mógł uwierzyć, iż było to ich ostatnie widzenie. Że ta dłoń spoliczkowała go, gdy spotkali się ostatni raz. Ta sama dłoń ongiś głaskała go po policzku, obejmowała, czule trzymała... A niedawno napisała list, w którym prosiła, by asystował przy jej pogrzebie. Oczy... Jej jasnozielone, kocie oczy zamknęły się na zawsze. Pamiętał, jak zawsze chciał w nie spojrzeć, całując ją. Pamiętał, jak pragnęli zasnąć w swych objęciach. Tymczasem ona zapadła w wieczny sen. Sama. Żałował. Żałował swego egoizmu, wygodnictwa. Wiedział, iż przyczynił się do jej decyzji. Zainspirował ją własnymi samobójczymi chęciami, potem ignorując ją, wreszcie ją porzucając. Nie sądził, iż naprawdę mogła się zabić, lecz ona była złośliwa - udowodniła mu, że odbierze sobie życie i że to go załamie. Czy była z siebie dumna? {i}„Wiem, że nie powinnam się przyznawać do swoich uczuć, zawsze byłam dla Ciebie za dobra... Naprawdę Cię kochałam. Prędzej czy później to odwzajemnisz. Chciałabym Ci wtedy pokazać, iż już mnie nie obchodzisz, ale różnie to bywa... Wiesz, że jestem bardzo niecierpliwa... Nie mogę już czekać! Nie mogę! Choć minęło dość dużo czasu, ja nadal nie potrafię zapomnieć, mimo pomocy innych i szczerych chęci. Chyba to naprawdę "Miłość jak narkotyk"... W końcu mnie zabija. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, skoro wiem dobrze, iż nie jesteś mnie wart. Nie wierzysz w miłość, więc nie potrafisz kochać. To nie jest stan, to cecha. Albo się umie, albo nie. Przykro mi, że nie chciałeś mojej pomocy. Cóż, nawet Bóg nie będzie Cię na siłę uszczęśliwiał. Nie wiem, czy to, co zrobię, jakoś na Ciebie wpłynie, ale mam to gdzieś, robię to dla siebie. Po katuszach pokuty będę już tylko szczęśliwa. Ani razu już nie będę o Ciebie zazdrosna, nie będę przez Ciebie płakać. Nigdy już mnie nie skrzywdzisz. Raz na zawsze się od Ciebie uwolnię. Wiesz, nadal nie jestem pewna, czy żałować, iż kocham Cię nawet w tej chwili... Na szczęście umrę ze świadomością, iż choć przez jakiś czas Ty również mnie naprawdę kochałeś... Obyś nie kłamał, gdy to mówiłeś. Proszę Cię jeszcze, byś asystował przy moim pogrzebie. Bardzo mi na tym zależy, choć nie umiem wyjaśnić, dlaczego. Proszę. Wyobraź sobie wtedy, że szczerze mnie kochasz... Wmów to sobie chodź na chwilę, proszę”{/i} - kolejny raz czytał ostatni list, który do niego napisała. Patrzył martwo na starannie kreślone czarne litery, na jego niemal wykaligrafowane imię w nagłówku, na zawijasy w podpisie. Wyobrażał sobie, jak pisze te słowa z beznamiętną miną, delikatnymi dłońmi wkłada list do koperty, którą adresuje jego imieniem, potem ostatni raz gra na gitarze {i}Odchodząc{/i} oraz {i}Fade to Black{/i}, wreszcie połyka garść tabletek, opada na łóżko i zamyka oczy... Cały zaczął się trząść i zacisnął powieki, lecz to nie powstrzymało potoku łez. Skulił się i w samotności przyznał się sobie, Bogu oraz jej samej do miłości, którą jednak ją darzył. - Dlaczego?! Dlaczego tak musiało być?! To moja wina... Przeze mnie zaczęłaś myśleć o śmierci... Dlaczego wcześniej nie mogłem być dla ciebie dobry i cię kochać... Przepraszam, skarbie, przepraszam... Niestety, było już za późno