Filozofia · 4 min czytania
Ostatnie zmartwychwstanie Boga
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
…-A gdybyś był Bogiem, co byś zrobił?- spytałam. Spojrzał na mnie taką pustką, aż zimno mi się zrobiło. Mimo to w jego oczach było przejście, tyle w nich było luster. Wrzuciłam do małej puszki po konserwie złotówkę, on klęczał przy niej wiernie, a w kościele zabiły dzwony. Minęła godzina dwunasta. Spieszyłam się na wykład z filozofii… Kilka dni później znów go zobaczyłam na starówce. Kupowałam tulipany, gdy ujrzałam jak podbiegło do niego dwóch młodocianych, przewrócili go, kopnęli w żebra i zabrali puszkę. Podniósł się jakby nic się nie stało; wyciągnął rękę i dalej żebrał o jałmłużnę. Tamtych dwóch podobno potrącił później tramwaj, gdy jechali samochodem przez Rapackiego. Zapłaciłam za kwiaty i szłam w jego stronę spacerowym krokiem. Obok mnie przeszły dwie kobiety. -Widzisz?- spytała jedna drugą- choć czasy są lepsze, nie maleje liczba takich pasożytów- dokończyła wskazując palcem na żebraka… Usiadłam na ławce niedaleko kościoła. Ludzie spieszyli się na mszę, a w powietrzu unosił się zapach obłudy. Żal mi go było. Obojętność to najpodlejsza odpowiedz na prośbę. Tylko nieliczni poczęstowali go groszem. Nagle kościół poczerniał. Dziwne…im więcej do niego wchodziło ludzi, tym stawał się coraz ciemniejszy. W pewnej chwili podeszła do niego gruba kobieta. -Nie boli pana kręgosłup?- spytała- niech pan usiądzie, po co klęczeć? Wejdzie pan do kościoła, zagrzeje się pan trochę. Położyła przed nim banknot i weszła do środka. Schody kościoła zrobiły się białe. Żebrak podniósł banknot, podszedł do skrzypka, który graniem zarabiał na życie i wrzucił go do futerału. Po czym wrócił na „swoje miejsce”. Wkońcu nie wytrzymałam i podeszłam do niego. -Jest pan głodny? Mam kanapki, proszę wziąć. Poczęstował się jedną. -Proszę mi powiedzieć, skoro nie dla pieniędzy to po co pan