Filozofia · 6 min czytania
"Oszukiwanie-dla dobra samej siebie"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Chodzę po domu bez celu. Omijam ściany, patrzę w okna... Cisza-to jedyne co mnie otacza... Jest w całym mieszkaniu, zewsząd ogarnia wszystko- co tylko jest w stanie napotkać na swej drodze... Mozolnej i trudnej... Jak całokształt życia jednostki pozornie szczęśliwej, mającej wszystko... Zawsze. Ja- wewnętrznie rozerwana, tłamszę ukrywane uczucia pod warstwą nieprzemakalnej skorupki. Pozornie bezpiecznej, silnej i wytrzymałej. Ale tylko „pozornie”... Idealne słowo. A więc -Ja- moje ego, moje pragnienia, myśli- tysiące przewijających się przez –moją- głowę. Już zapchaną, niedostępną, offline... Ona- wyłączona, jak palnik, na którym jeszcze przed sekundą stał czajnik-prowokator... Nęci myśli, nie pozwala się skupić, delikatnie łechce pragnienia, trafiając w samo ich sedno... Kawa-ona orzeźwia umysł, stawia na nogi , pozwala racjonalnie i bezbłędnie myśleć... ale chyba nie mnie... Działa już odwrotnie, a ja nie osiągam zamierzonego celu... Tylko serce już nie wytrzymuje kolejnej dawki kofeiny. Ono gna, biegnie wręcz, na spotkanie nieistniejącego, niemożliwego... Ukrytego? Być może... Drżę, cała, bez wyjątku-żadnego. Każda część mojego ciała drży- ręce, nogi, jak wtedy, tamtego dnia, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Zdenerwowanie- podobnie. Nie mogę się skupić, „koncentracja” to obce słowo teraz... Kołacze jedna myśl, druga, kolejna, następna... Jak nigdy przedtem... Nigdy dotąd. Tak-myśli- dużo ich, gdyż jedna rodzi inne, lepsze, gorsze, całe i pourywane... ale moje, tętniące spokojem, ale i emocjami. Jakimi? Nie wiem... Dziwnymi, jak nigdy, bo zawsze, to znaczy -zwykle są spokoje, wyważone, racjonalne.. Nie takie jak w tej chwili... Czas ucieka, jeszcze tyle do zrobienia, a ja wciąż nie potrafię. Już niczego nie umiem... Zapomniałam, jak żyć, jak oddychać, jak jeść... ,a bez Ciebie w moim świecie tak pusto i cicho... Co z tego, że za ścianą ktoś bawi się w majsterkowicza i wierci nieustannie... Co chwile tynk, cegły odpadają , ponieważ robi to wszystko niezgrabnie, nieudolnie, bez namysłu i pasji, z przymusu... Ja trwam, wciąż niezmiennie, tak samo. Prawie nic się nie zmieniło... Wiesz... tylko tak inaczej we mnie jest teraz, tak obco i mało przytulnie... nie intymnie... Aczkolwiek chyba nigdy intymnie nie było... Ale za to przyjaźnie, tak „po prostu”... „Teraz”- nie ma, tylko wspomnienia, które tak pięknie mnie zabijają, wyłudzają łzy, kolejne szlochania nocą... Bo przecież nad nami tyle gwiazd błyszczących na tle atłasowego nieba, nigdy się niekończącego... i jeszcze coś.. Ty wiesz już... Tak ...wiesz, bo znasz moje myśli, bo znasz mnie całą dogłębnie, nawet lepiej ode mnie samej.... Jak własną kieszeń, tyle…