Fantastyka · 4 min czytania
Owoc pierworodny (prolog)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdy nie istniało nic, było ziarno. Zapowiedź życia. I mimo iż świat spowijał pył i ogień, czekało, bowiem początek Drzewa musiał nastąpić. I tak mijał czas. Kroki teraźniejszości brnęły naprzód, by natafić na znak wpisany w oś czasiu. I wtedy powstało życie. Ziarno pękło i pierwsze, małe gałązki, dające początek kolejnym, wyższym i grubszym, rozpoczęły swój rozwój. I tak rosło drzewo, a gałęzie rozrastały się i rozwidlały, obdarowując Ziemię licznymi gatunkami. I mimo iż słabe gałęzie łamały się, wciąż powstawały nowe, gdyż pień rósł nieprzerwanie.
Tak działąło Drzewo. Tak działała ewolucja.
Aż w końcu narodziła się gałąź inna niż wszystkie. Ostateczne rozwidlenie, które miało być silne i wzniesione ponad wszystkie inne. Była to rasa. Rodzaj ludzki, który stworzył cywilizację zdolną oderwać się od prastarych praw natury. To dla tej jednej gałęzi wszystko powstało i przez jedną gałąź wszystko miało umrzeć... Ludzkość istniała. Zdala od innych gatunków i rywalizacji, pochłonięta była rozwojem na zupełnie innej płaszczyźnie. I już nie biologiczny rytm miał pulsować w konarach Drzewa, nie natura którą znały wszystkie stworzenia. Było to coś innego, wyjątkowego. I w ciągu jednego dnia nastąpił przełom; chwila, która miała odmienić losy świata. Oto bowiem gałąź zrodziła owoc. Ludzkość cieszyła się z tego owocu, choć nie zdawała sobie sprawy z jego faktycznej wartości. Nie był to bowiem kolejny krok w ludzkiej technice, lecz jej apogeum, wydarzenie, które zapisane było na osi czasu. Powstanie…