Romans · 6 min czytania
Pamiętam
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Może nigdy bym jej nie spotkał, jej, jakie to wciąż niesłychane, i to, że w ogóle się nad tym zastanawiam, drżąc wciąż, wciąż tak niesłychanie się martwiąc, że gdybym jej nie spotkał, nie wszedł, myśląc o czymś zupełnie nieistotnym, na tą samą ulicę, na której ona, taka do siebie podobna, co okazało się później, stała wpatrzona w odbicie swojej twarzy w szybie wystawy sklepowej, które to dwa widoki zlewały się w wyjątkowy pejzaż zabarwiony drobnymi refleksami popołudniowego słońca i obezwładniającą wonią kwitnących tuż za plecami jaśminów, gdyby mnie tam nie było, nie poznałbym jej, choć ona zapewne stałaby w tym miejscu, bo szczególne miejsca przyciągały ją w jakiś tajemniczy sposób, będący dla niej czymś najnaturalniejszym, zgodnym z całą konstrukcją, przybierającą kształt drobnej dziewczyny o hebanowych włosach. Teraz, gdy przemierzam znane sobie tereny, kręcąc się w kółko, z celem czy bez celu, to czasem jest tym samym, gdy postanawiam, może podświadomie, ale jednak podejmuję jakąś decyzję, że skręcę w tej chwili w lewo, a tam znów coś mi mignie, coś przypomni, jakiś ledwie widoczny kontur cienia, przenikanie kolorów, tworzące barwę tamtego dnia, gdy byliśmy jeszcze razem, choć już nie mówiliśmy wiele, takie to wszystko stało się prawdziwe i bolesne, może i oczywiste, ale tego nigdy nie jest się pewnym, tak jak nie można powiedzieć, że zna się o sobie całą prawdę, że zna się całą prawdę o tym drugim, właśnie teraz łudzę się, że tamten czas się powtórzy, że ona znów stanie przede mną taka krucha i zagubiona, taka zupełnie prywatna pomimo całej rozciągłości wpółgwarnej ulicy, przytłaczającej dwa równoległe światy, jej i mój. Ale skoro była tam, to i ja tam zostałem, choć zdawałoby się, że odeszliśmy stamtąd lekkim, beztroskim krokiem, uśmiechnięci, bo coś w sobie rozpoznaliśmy, ja - jej oczy, ciekawe czy wciąż ją pamiętam, aczkolwiek spotkaliśmy się po raz pierwszy w tym życiu, ona - ten sam sposób bycia, zawłaszczający wszystko dookoła jak wielki, ludzki, choć to może chybione określenie, być może, rozciągnięty między dwoma ramionami lej, z własnym polem grawitacyjnym, z ambicją pochłaniania i rozbijania o siebie coraz to kolejnej energii. Odtąd już zawsze byliśmy razem, zupełnie wyjątkowo, bo nie umieliśmy przywiązywać się do kogoś, do nowej twarzy, głosu, gustów, manii, histerii i nawyków. Zawiązaliśmy jednak kocie przymierze, póki wystarczała nam do łażenia ta sama ścieżka, początkowo dzika i tajemnicza, z upływem czasu coraz bardziej znajoma i prosta.…