Inne · 3 min czytania
Pamiętnik bólu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Poranek wstał, to była środa. Kwiaty konwalii wabiły swym zapachem spragnionych ciepłej wiosny. Orzeźwiające krople rosy żarzyły się lekko w słońcu, ukazując swe delikatne, czyste wnętrze. Wszędzie było mnóstwo zieleni, różu i bieli. Drzewa założyły nowy płaszcz, misternie wydziergany przez wiosnę. Zefirek tańczył z pszczołami walca. Łąka zaczęła budzic się do życia. Tu i tam dało się słyszec jakiegoś skowronka, czy maleńkiego, rozkrzykanego wróbelka. Szum wody rozbijającej się o te wielkie skały i pryskajacej na wszystkie strony zbudził ze spokojnego, błogiego snu młodą przyjaciółkę tych ptaków, tych gór, tego potoku i tej zielonej, leśnej polany. Amelka znów do późnej pory zachwycała się intesywnie iskrzącymi gwiazdami i blaskiem srebrnego, cudownego księżyca. Życie było dla niej prześliczną bajką, która codziennie zaczynała się inaczej, jednak zawsze pieknie. Czy to rzęsiste krople dżdżu, czy to złote słońce budziło ją rankiem, zawsze można było przeżyc nie zapomnianą przygodę z robrykanym konikiem polnym, czy kicającym zajączkiem... Tak cudne i beztroskie dzieciństwo miała dziewietnastoletnia dziewczyna, która teraz siedziała w małej, drewnianej chatce, na skraju właśnie tej świeżej, pachnącej łaki. Ta dziewczyna jednak stała się kimś zupełnie innym... „ 26 sierpnia 1997 roku Dzisiaj znów, po raz kolejny... To stało się