Inne · 5 min czytania
Pamiętnik kierowcy angielskiego autobusu 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Real bus driver test
Wstaje wcześnie rano i jak zwykle zaczynam dzień z facetem w lustrze jak w piosence Jaksona. Gdy pytam go: –Dlaczego? Milczy. Martwi mnie tylko jego smutny wzrok. Troszkę później niż zwykle ruszyłem do Hilsea. Podpisik, modulik i sprintem na parking do News. Dziś z pospiechem. Nie cierpię tego, lubię być wcześniej. Siódmy raz sprawdzam numerek busika bo już jeździłem "wrong bus-em"! Potem rutyna, sprawdzam dach -czy nie ma chińczyków? Podwozie -czy nie ma bombki? Bo to jest obowiązek! Do kabinki i jedziemy. A! Światełka "choinkowe" (traffic lights służą do very smooth jazdy autobusem, cokolwiek to znaczy?). Zapomniałbym. Założyli nam je żebyśmy jeździli powolutku i nigdzie nie skręcali, bo wtedy się świeca na pomarańczowo a nawet na czerwono! Ale tylko wtedy, gdy mocno zahamujesz. Nie świecą się tylko wtedy gdy się je nosi w kieszeni! Jadę, jadę i już jestem na City Center. Tu dziś zaczynam. Jest ciemno, kilka minut po piątej. Mam troszkę czasu, wyjmuje termosik, nalewam do wieczka czyli zakrętki, no denka. Pamiętacie z Kilera? Juz mam pić, gdy do autobusu wchodzi pierwszy klient. Taka mała szara myszka, nawet nie zobaczyłem jej twarzy bo miała kapturek na głowie. Cichutko wyszeptała: - Strand Miała odliczone pieniążki. Usiadła na końcu autobusu. Zamknąłem delikatnie drzwi i ruszyłem powolutku, nie żeby uważać na światełka choinkowe ale na nią. Wydawała się taka krucha. Strand jest niedaleko od Centrum - jakieś 6, 7 przystanków. Jechałem wolno i bardzo smoothnie, po polsku to samo- smutnie. Nikt już nie wsiadał. Zatrzymałem autobus chociaż nie słyszałem dzwonka. Spojrzałem w lusterko. Siedziała dalej, bez ruchu. Może zamyśliła się? - Strand – zapowiedziałem półgłosem. Nic. Cisza. Wiedziałem, ze tu ma wysiąść. Wyszedłem zza kierownicy i podchodzę do niej. Patrzę, śpi śliczna. Śpiąca Królewna –pomyślałem. Dotknąłem jej ramienia i powiedziałem po polsku; - Obudź się śpiąca królewno, czas wysiadać, czarodziejska kareta już znikła. Popatrzyła na mnie , wstała i cos powiedziała, ale nie zrozumiałem bo po angielsku: - Thank you, my prince Bez słownika ani rusz! - wiec ruszyłem dalej. Niestety dalsza podróż była już prozaiczna. Jechałem 1c. Zaczęło wsiadać mnóstwo pasażerów, wszyscy spieszyli się do pracy, żadnej bajki, szara rzeczywistość. Rozwiozłem wszystkich jak zwykle do celu, bezpiecznie i co najważniejsze o czasie! Następnie zajechałem pod Portsdown Inn, żeby za 10 minut zacząć podroż powrotną do mojego…