Przyjaźń · 4 min czytania
Pani Amelia Arciszewska
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Machnęłam pędzlem z nadzieją że jakaś artystyczna kreska pojawi się na płótnie i będę mogła sprzedać arcydzieło nad którym wszyscy będą się trudzić. Nic bardziej mylnego. Wyszło coś w rodzaju czarnych plam po kawie na nowo usłanym obrusie. Zrobiłam jeden krok w tył i przechyliłam głowę lekko do tyłu spoglądając na początek mojej pracy. Pokiwałam głową na lewo i prawo, robiąc przy tym minę dziecka które właśnie upadło na ziemię, po długiej gonitwie wokół stołu. - Co to jest? - zapytał tym swoim uciążliwym głosem. Odwróciłam lekko głowę w jego stronę i rozejrzałam się wokoło, jakbym szukała odpowiedzi. - Ale co? – bezradnie rozłożyłam ręce. - Te czarne plamy na płótnie – wskazał palcem na moje arcydzieło. - Jak to, nie widzisz? – spytałam bardzo poważnie. - A powinienem? – wstał z uśmiechem na ustach, chcąc zrobić mi na złość. O nie Panie Różański, mojej dzisiejszej weny nikt i nic nie jest w stanie zepsuć. - Chodź tu – powiedziałam twardym i zdecydowanym głosem – no śmiało, przecież nic Ci nie zrobię – oprócz tego że wyrzucę za drzwi, skopię tyłek i pokaże środkowy palec. Sebastian nie czując powagi sytuacji, zaczął zbliżać się do mnie bardzo śmiałymi krokami. W tym momencie złapałam go mocno za rękę i zaprowadziłam pod obraz który niestety nie doczeka się kontynuacji. A tak bardzo chciałam sobie kupić te różowe szpilki, co na przecenie już od tygodnia widnieją za szybą jednego ze sklepów obuwniczych. Straszna szkoda. - Zawsze w takim momencie życzę sobie by móc wiedzieć co właśnie zrobisz – powiedział cicho pod nosem, za co lekko oberwał paletą z farbami po głowie. - Cicho! – jesteś najbardziej niewdzięczną pomocą domową – Gdybyś