Fantastyka · 3 min czytania
Panzeroiks - Nadejście Damiana
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Lecz nie pytaj mnie proszę skąd nagle wziął się Damian, który bez namiętności szedł przez ulicę kości. I tak patrzył, tak patrzył i nie widział niczego poza pustą drogą pokrytą czerwonym prochem i nieba złożonego z czarnej mazi. Zasmucił się, więc Damian, a zasmucił się szatańsko, jakby to mgła pokryła jego oczy, a głowa jak balon się stała i spod próżni wydobyła się poszczerbiona myśl: „Dlaczego w piekle nie ma ludzi?”. Rzadko zadawał pytania, bo nikt nie chciał na nie odpowiedzieć, nawet jego stary kumpel, Bogdan. Ilekroć zadawał pytania, to go wspominał, jako że inteligentny był i wiedział wszystko, ale jakby co, to wypić z nim szło i pośmiać się. „Wiem, wdrapię się na ziemię”. Zaczął, więc się wspinać, a nie było to łatwe, bo Boguś zostawił w długim korytarzu dużo ciernistych roślin i ostrych kamieni. Damian na szczęście był szczupły, więc dużo się nie pokaleczył. Obawiał się tylko tego, że Bogdan mógł zamknąć wylot po tym, jak go kiedyś wkurzył i wrzucił do tej dziury. Ale znał jego słabość, wiedział, że jest litościwy. Wyszedł więc Damian po tylko dwóch tysiącach lat nieobecności na ziemię, aby zobaczyć, gdzie się podziali ludzi, których Bogdan mu kiedyś obiecał. Powiedział wtedy tak: - Ty i tobie podobni będziecie zesłani na krainę, w której ścierpieć niemożliwe jest dzień albo dwa, a wy będziecie musieli ścierpieć ją…