filozofia · 4 min czytania
Papierowy labirynt
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mówią, ze wiara czyni cuda... Co z siłą naszej podświadomości, czy nie jest tak, że jeśli nawet najskrytsze pragnienie zakorzenimy głęboko w sercu i z całych sił, wierzymy w spełnienie go, to wszystkie siły na ziemi pomagają nam w jego realizacji. Ale co jeśli to tylko mylna ideologia, która ma spowodować płonną nadzieję u naiwnych ślepców, powodując radość z wyobrażenia spełnienia. Nie ma nic gorszego niż umieranie, z myślą, że nie poczuliśmy, nie chwyciliśmy, a nawet nie dotknęliśmy swoich pragnień. Co jeśli nasze pragnienia, biorą początek w drugim człowieku i tylko to czy uśmiechnie się do nas szczęście zależy od jego kaprysu. Jego spontaniczne wybory, stąpają po naszych marzeniach. Co jeśli jego nieostrożny krok zburzy całe nasze życie lub marnych kilka lat... Może wcale się tym nie przejął, może wie że nie jest to łatwe, ale tak będzie lepiej dla niego. Jego czyny pozbawione są szlachetności. A może dokonał właściwego wyboru, bo skoro jest naszym marzeniem, to czy nie oczekujemy jego szczęścia, czy wyobrażeniem naszego szczęścia jest odbicie cierpiącej szlachetności? Czy nie powinniśmy doceniać jego wyboru? Czy nie powinniśmy zdać sobie sprawy z jego wyboru wolności, która została ograniczona niespełnionym oczekiwaniem miłości. Czy jeśli zostalibyśmy postawieni na jego miejscu, postąpilibyśmy inaczej? Czy tak samo nie rwalibyśmy się do uwolnienia od niedającego spełnienia uczucia, czy naszym największym pragnieniem nie byłoby oddychanie świeżym powietrzem? O to właśnie chodzi? Dążenie do własnego spełniania, nie bacząc na spełnienia innych? Odzyskując…