Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 6 min czytania

Październik

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Moje życie wydawało mi się monotonne. Musiałem to w końcu przed sobą przyznać – jestem bardzo samotny i nieszczęśliwy. Czasem odnosiłem wrażenie, że jestem powołany tylko i wyłącznie do bycia przenoszonym z miejsca na miejsce. Na dodatek ktoś mi powiedział, że nie potrafię dać szczęścia. Najczęściej moje bytowanie w jednym miejscu było bardzo krótkie i nie miałem wystarczająco dużo czasu aby zaznajomić się z obyczajami tam panującymi. Jednak zdarzało się że dostrzegałem także dobre strony mojego istnienia. Podobało mi się, że z racji funkcji jaką pełniłem, byłem świadkiem wielu bardzo prywatnych rozmów odbywanych w gronie jedynie zaangażowanych w osobiste temat osób.

Jednym z takich momentów jaki utkwił mi w pamięci była rozmowa dwojga ludzi - kobiety i mężczyzny. Wprawdzie, ze względu na moją odległość od pary, nie wszystko do mnie docierało ale wydaję mi się, że sedno sprawy załapałem... To była jakaś restauracja, nazwy nie znam, pamiętam jedynie nastrojową muzykę graną na fortepianie no i ten dialog. Otóż rozmowa była prowadzona w poważnym tonie: -Wyobraź sobie – zaczął mężczyzna - że podczas mojego, powiedzmy, dochodzenia odnalazłem kilku ludzi, którzy go widzieli. Chodziłem koło tej sprawy dobry tydzień. Wprawdzie dotarcie do obszaru po którym się poruszał było stosunkowo łatwe ale osoby, które tam pracują najczęściej albo miały inny czas pracy albo już zmienili miejsce zatrudnienia – zrobił krótką pauzę mężczyzna - Dowiedziałem się jednak, że on chodził po tych lokalach gastronomicznych od mniej więcej początku sierpnia. Widziano go kilkanaście razy ale już we wrześniu zupełnie znikł. -Tak, to pokrywa się z ustaleniami policji – zauważa kobieta – stwierdzili, że ostatni raz w stowarzyszeniu dla niepełnosprawnych był 28 sierpnia. -Tyle tylko, że on tam bywał może dwa razy w tygodniu i nie można z całą pewnością powiedzieć, że to jest dokładny dzień jego zaginięcia – analizował rozmówca – moje wnioski jakie mogę wysnuć po rozmowach, które odbyłem są takie, że on uprawiał bardzo nietypową formę żebractwa. Wyobrażasz sobie! – ton jego głosu nagle się zmienił - Nasz ojciec chodził po stolikach i prosił o jałmużnę! – mężczyzna był zbulwersowany. Nastąpiła dłuższa chwila ciszy. -Czy jemu czegoś brakowało? – zdziwiła się kobieta – opłacałam co miesiąc przelewem rachunki za mieszkanie, kiedy dzwoniłam i pytałam, czy przesłać mu jakieś pieniądze zawsze stanowczo odmawiał. Mówił że nie potrzebuje moich pieniędzy. Dlaczego to robił? – zadumała się kobieta – A tak właściwie to kiedy go widziałeś ostatnio? Jakoś się nie składało – cicho odpowiedział mężczyzna - Wiesz firma musi być stale nadzorowana a teraz takie czasy… wszyscy się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Październik — czytnik · opowiadania