Akcja · 7 min czytania
Pechowy dzień cz.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wyszedłem z baru za potężnym mężczyzną, który przed chwilą poturbował kelnerkę. Ochrona ledwo dała radę go wyprowadzić. Chyba był kimś ważnym, bo nikt nie wzywał policji. Prawdę mówiąc miałem to w dupie. -Szmaciarzu! – zawołałem za nim. – Tak! Ty, wielka kupo gówna! Odwrócił się. *** Miałem parszywy dzień. Zostawiła mnie dziewczyna, której właśnie tego wieczoru chciałem się oświadczyć. Jubiler nie zgodził się żebym oddał mu pierścionek i dostał z powrotem pieniądze. Wkurzyłem się trochę i rozbiłem jego głową szklany blat, pod którym znajdowały się kosztowności. Później posiedziałem chwilę na policji. Całe szczęście mam tam kilku znajomych więc udało mi się wyjść za niewielką kaucję. Poszedłem do domu przebrać się. Przechodząc przez jakieś obrzydliwe podwórze, żeby skrócić drogę, zostałem zaczepiony przez mężczyznę, który zagroził mi bronią i zabrał portfel. Gdy doszedłem do domu okazało się, że ktoś wyniósł z niego wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Całe szczęście zostało trochę ubrania. Przemyłem się i założyłem stare jeansy, czarną koszulę, skórzaną kamizelkę i moje wieczne kowbojki. Najbardziej wkurzył mnie fakt, że nie miałem już gitary ani żadnej płyty. Muzyka to było całe moje życie. Wyszedłem z mieszkania i ruszyłem na targ, znajdujący się dwie przecznice dalej. Kręciłem się po nim bez sensu i pieniędzy. Jakiś facet właśnie pakował do starego Żuka kartonowe pudła. Z jednego wystawała winylowa płyta. Gdy zobaczyłem charakterystyczny podpis wiedziałem. To była moja płyta. Podszedłem do gościa: -dostałeś właśnie ten towar, czy to twój od dawna? – zapytałem. -Mój. – odpowiedział. – Nie schodzi. Zamachnąłem się i uderzyłem go z całej siły. Nie zauważyłem kiedy stracił przytomność. Wokół nas zbierali się ludzie a ja nadal tłukłem jego mordę. Ocknąłem się gdy usłyszałem, że ktoś dzwoni na policję. Zerwałem się, zasłoniłem przyczepę samochodu, znalazłem kluczyki i odjechałem. Ruszyłem do kumpla. Nie do końca mu ufałem, ale niewiele miałem możliwości. Poprosiłem żeby przechował moje rzeczy przez jakiś czas. Zgodził się. Gdy wróciłem po dwóch godzinach łażenia po parku facet zmierzał już do granicy, Zapadł zmierzch. Ruszyłem do baru. Po drodze zabrałem facetowi, który udawał niewidomego, drobniaki z pudełka. Zgubiłem go po kilkunastu sekundach. Cieszyłem się, bo po przeliczeniu miałem całe dwadzieścia złotych. Wszedłem do knajpy starego znajomego. Nazywała się „Pod pijaną papugą”. Siadłem przy barze i zamówiłem whisky. „Tak, ośmioletnia whisky to najlepsze co mnie dziś spotkało” – ta myśl kołatała mi się po głowie. Bolała mnie świadomość, że za dwie dychy nie spiję się. Usłyszałem krzyk. Odwróciłem się na stołku. W rogu pomieszczenia potężny facet trzymał kelnerkę za nadgarstek a drugą ręką tłukł ją po twarzy. Ona krzyczała, później już tylko łkała. Ochrona ostrożnie podeszła, uwolniła dziewczynę i prosiła faceta żeby się uspokoił i opuścił lokal. Ten jednak wyrywał się, przeklinał wszystkich. W końcu udało się go wyprowadzić. Dopiłem whisky i poszedłem za nim. ***
Gdy się odwrócił i…